Lwów. To piękne miasto, które dosłownie przebiegliśmy w drodze na dalszy Wschód. Niemniej, zachwyciło nas już od początku. Nie tylko architektury i klimatem, ale także gościnnością.

 Zaraz po przekroczeniu granicy polsko-ukraińskiej wsiedliśmy do marszrutki jadącej na Lwów.  Nadchodziła noc. Zastanawialiśmy się nad dwoma wariantami: rozbić namiot pod miastem, czy popytać o nocleg w którymś z gospodarstw. Wysiedliśmy, a ja wraz z koleżanką poszłyśmy popytać, czy ktoś przypadkiem nie pozwoliłby się nam rozbić na podwórku.

To co nas spotkało przeszło najśmielsze oczekiwania. Napotkane dwie kobiety na pytanie czy znają kogoś kto pozwoliłby rozbić namiot w ogrodzie zaprowadziły nas do domu “wujka Igora”, który bardzo ucieszył się, ze może nas gościć. Dopiero co wrócił ze Stanów, nie miał wiec prawie nic w lodówce, a  poza tym ciągle odczuwa skutki zmiany czasy i jego główne aktywności to spanie i czytanie.  “Podzieliliśmy się tym, co mieliśmy – my chlebem i pasztetem, wujek Igor piwem. Nie było mowy o spaniu w ogrodzie – zostaliśmy umieszczeni w wygodnych pokojach. Dom Pana Igora to prawdziwa willa, a my pławiliśmy się w luksusach.

Rano (no, może nie aż tak rano) ruszyliśmy z domu wujka Igora  na marszrutkę do Lwowa.

Z Kolia, naszym gospodarzem z CS, umawiamy się na godzinę 17:00, więc cały dzień przed nami. Ruszamy więc na zwiedzanie! Od placu Szewczenki, zmierzamy w stronę rynku, oglądając zabytki lwowskiego starego miasta. Lwów znany jest przede wszystkim z przepięknych kamienic (choć miejscami nieco zaniedbanych).

Trwały akurat prawosławne święta, więc większość mieszkańców chodziła w tradycyjnych haftowanych koszulach, soroczkach. W tym czasie miasto żyje, trwają koncerty i wielkanocne jarmarki, a znajomi (i nieznajomi w sumie tez) witają się tradycyjnym świątecznym pozdrowieniem Christos  Voskres! Po samym rynku migrują oczywiście setki turystów, często słychać też język polski.

Zaznaczyć trzeba, ze o ile my po ukraińsku rozumieliśmy piąte przez dziesiąte, to mieszkańcy Lwowa rozumieli nas bez problemu. Osłuchani z językiem polskim, rzadko proszą o tłumaczenie.

Polskie akcenty we Lwowie.

Mijamy także miejsce, gdzie dla Lwowa zaczęła się historia kawy; to tu Franciszek Kulczycki po wojnie tureckiej miał otworzyć pierwszą w tym mieście kawiarnię.

Z ciekawostek wszelakich, warto też wiedzieć, ze od XVIII w. Lwów stał się czołowym producentem piwa!

Docieramy także na górę zamkową, na szczycie której usypany jest kopiec z okazji rocznicy Unii Lubelskiej.

Nasi gospodarze, Kolia i Borys, byli członkami studenckiego bractwa (jednego z trzech w mieście), z czego byli bardzo dumni. Dzięki nim mieliśmy okazję zakosztowania studenckiego życie we Lwowie.

Na wspólnym ognisku zorganizowanym z okazji drugiego dnia świąt, mieliśmy okazje poznać wiele piosenek ukraińskich; dorwaliśmy śpiewnik i próbowaliśmy się przyłączyć, co Ukraińcy przywitali z radością. Daliśmy tez próbkę polskiej muzyki – nie wiem jak wyszło, ale i tak dostaliśmy brawa 🙂

Rano pożegnaliśmy naszych gospodarzy i tramwajem nr 6,a potem marszrutką, wyjechaliśmy na wylotówkę (dziękujemy dobrym ludziom, którzy pomogli nam zorientować się w zawiłościach lwowskiej komunikacji; musieliśmy chyba wyglądać wyjątkowo sierotwato szukając odpowiedniej marszrutki i tlumacząc, co to jest obwodnica).

Mimo trudności udało się – ponad 500 km do  Kijowa przejechaliśmy autostopem w 2 grupach.l Ale to już temat na osobną opowieść 🙂

4
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
AnonimowyOlaJaBronko Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wiem, że w podróży to ciężko się skupić, zwłaszcza pisząc coś o 3 w nocy, ale strasznie chaotyczne wpisy wam wychodzą na razie 😀 Dajcie 1/4 wiadomości a za to rozwińcie rozpoczęte myśli może…?
I czy autor podpisany na dole to zawsze osoba, która pisała?
I co to jest marszrutka, poza tym, że mała trasa? ;P

Czekam co dalej, pzdr!

brat J.

Ola
Gość
Ola

Małpa we Lwowie! 😀

Ja
Gość
Ja

Super! Może w nastepnym wpisie opowiecie cos wiecej o samych ukraincach? co jedza, jaka muzyke lubia, co ich cieszy?
I jak na codzien podchodza do polakow? Nie tylko studenci ale ogolnie "ulica"?

ps;
Brakowalo nam was w czasie dni archeologa… 🙂

Bronko
Gość

Hej, ludziska, napewno bedziemy w stanie jakos odpowiedziec na wszystkie pytania, jesli nie na blogu to na spotkaniach powyjazdowych.
Btw. mozecie podpisywac sie tak, zeby bylo mniej wiecej wiadomo kto pisze? 🙂 Bardzo prosimy.
Archeolodzy w Podrozy.

ps. tez szkoda, ze nie bylismy na Dniach Arheologa…