Do Bułgarii wjechaliśmy ze Stambułu, pełni entuzjazmu, czując że dom jest coraz bliżej. Byliśmy w ostatnim miesiącu podróży przez Rosję, Gruzję i południową Europę. Co do Bułgarii, mieliśmy poważne plany – dziesiątki miejsc do zwiedzenia, mnóstwo ludzi do spotkania. Wszystko to oczywiście bezproblemowo, autostopem. Tyle oczekiwania. A jaka była rzeczywistość?

Przespaliśmy się na bułgarskiej ziemi, obok parkingu dla tirów, a rano ruszyliśmy w dalszą drogę. O ile jednak w Turcji stop działał doskonale, w Bułgarii coś się zepsuło. Udało nam się po dłuższym czasie odjechać 100 km od granicy – ale jak pokazały kolejne dni był to tylko łut szczęścia.

Kolejne 2 dni spędziliśmy na drodze czekając na cud, ale przejechaliśmy tylko 30 km.

Przerwa w podróży

Dlaczego? Otóż, słyszeliśmy dwie teorie: według jednej Bułgarzy boją się bandytów, którzy jeszcze niedawno byli bardzo palącym problemem. Według drugiej wersji, przedstawiciele tego narodu, jeśli już podróżują autostopem, mają dziwny i nachalny zwyczaj dyktowania kierowcy, gdzie ma jechać. Nic więc dziwnego, że nikt nie chce się zatrzymać.

Wreszcie, spieczeni przez słońce, przyznając się do porażki autostopu w Bułgarii, zawróciliśmy do pierwszego lepszego miasta, aby wsiąść w pociąg. I tu niespodzianka: mimo bariery językowej, pani z kasy była w stanie objaśnić nam wszystkie przesiadki jakich musimy dokonać i jeszcze wszystko to rozpisała nam na kartce. Mimo faktu, że mówiła po bułgarsku – i tak była lepsza niż całe PKP.

Odnośnie Bułgarii warto odnotować ciekawą trudność komunikacyjną na widok której umysł każdego nie-Bułgara odruchowo się buntuje i odczytuje ją jako sprzeczność. Mianowicie, jest to chyba jedyny (albo jeden z nielicznych? nie wiem) narodów, który potakuje, kiedy mówi “nie” i kręci głową mówiąc “tak”. Wjeżdżając do Bułgarii wiedzieliśmy o tym zwyczaju, ale jednak dziwnie się człowiek czuje, kiedy styka się z tym osobiście i przekonuje, że opowieści nie kłamią. “Czy znajdę tu bankomat?” “Nie” odpowiada mi łysawy mężczyzna kiwając głową. “Przepraszam, czy tym autobusem dojedziemy na koniec miasta?” “Ależ oczywiście” mówi konduktorka gorliwie kręcąc głową.

Chcieliśmy czym prędzej dostać się do Rumunii, która według przewodnika Bezdroży, była autostopowym rajem. Zanim jednak na dobre uciekliśmy z tego kraju, zajrzeliśmy do Presławia, dawnej stolicy Bułgarii. Obejrzeliśmy interesujące muzeum, a potem przespacerowaliśmy się po rezerwacie archeologicznym, gdzie zachowały się m.in. fundamenty sali tronowej oraz – częściowo – mury.

Zmęczeni ostatnimi dniami, zakonspirowaliśmy się nad rzeczką opodal krzaczka i zrobiliśmy sobie dzień odpoczynku przed dalszą drogą.

Daliśmy Bułgarii jeszcze jedną szansę i spróbowaliśmy dojechać stopem do granicy, do której już nam niewiele brakowało. Udało się, choć zajęło nam to cały dzień. Niemniej, o zachodzie słońca, przekroczyliśmy Most Przyjaźni na Dunaju i wkroczyliśmy do Rumunii. Ale to już inna opowieść.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
BronkoRadzi Świstak Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bronko
Gość

Przyznaj się, dawno chciałaś to zrobić bo Ci się nie podobało 🙂

Radzi Świstak
Gość

Ja chciałam tylko zmienić kolor 😉