– Wejdźmy do środka.
– Czekaj! A jak się nam zawali na głowy? Nie wygląda dobrze…
– To sprawdźmy.
– Jak?
– Może… rzućmy w nią cegłą! Jak się nic nie stanie, to wejdziemy.
Czy komuś z Was też się zdarzyło obrzucać cegłami cegielnię?

*

Tak właściwie to Polska jest dla mnie krajem ruin. Ale nie w negatywnym znaczeniu tego słowa! Oczywiste jest, że mamy piękną przyrodę, ciekawą historię, zamki, Mazury, bociany, Bieszczady, Giewont, Wawel, Kopernika i pierogi. Oraz tysiące ciekawych miejsc, gdzie można rozbić namiot z naturą i historią w tle.

Ale nie będę pisała o Mazurach, bo umrzecie z nudów. Od pięknych krajobrazów macie zakładkę ”grafika” w google. To sobie poszukajcie. Ja napiszę o innych powodach, dla których warto ruszyć w Polskę. Między innymi – o ruinach.

Dwie wojny światowe i długie lata budowania socjalizmu zostawiły w miastach, wioskach i lasach mnóstwo bunkrów, opuszczonych fabryk, domów, psychiatryków, schowanych pod ziemią baz wojskowych, wysadzonych w powietrze fortów wyglądających niczym betonowe jaskinie, zawłaszczane przez mchy, porosty i karłowate drzewa.

Nigdy nie wiesz, czy jadąc rowerem przez las nie natrafisz na zbiorowisko cegieł, które okaże się starą stodołą. Albo pojedziesz na wykopaliska i okaże się, że śpisz na starym cmentarzu. Innym razem przypadkiem odkryjesz wannę tarasującą wejście do opuszczonego dworu. Przez balkon. Ale zawsze.
Pewnego razu jadąc autostopem przez Śląsk, kierowca wysadził nas tuż przy opuszczonym kościele. Ruiny w Polsce wyskakują na człowieka w najmniej oczekiwanym momencie. I co poradzić, gdy same prowokują do ich odwiedzenia.

Zimą 2015 roku zawędrowałyśmy z Angeliką do Walimia, szukając podziemnego miasta Osówka. Określano je często także mianem ”tajemnicze”, co jest nazwą ze wszech miar adekwatną, bo ciężko je znaleźć idąc szlakiem. Na samym początku jednak naszą uwagę przykuły ruiny zakładów tekstylnych stojące sobie jak gdyby nigdy nic przy jednej z głównej ulic. Z zewnątrz wyglądają jak opuszczony dom, ale wystarczy zagłębić się w podwórka i można przenieść się w czasie. Tak musiała wyglądać Warszawa po wojnie.

Idąc przez góry i skręcając przeciwnie niż chciały drogowskazy, udało nam się wreszcie dotrzeć do Osówki. Wejść do podziemnego miasta jest wiele – nie wszystkie włączone w oficjalny ruch turystyczny. Czym w ogóle jest Osówka? Wot, zagwozdka.


W czasie II wojny światowej Niemcy wydrążyli w Górach Sowich kilometry podziemnych korytarzy – tzw. projekt “Riese”. Powstało w ten sposób całe, kilkupoziomowe miasto, które miało służyć do… no właśnie, nie wiadomo czego. Jedna z najpopularniejszych teorii mówi, że Niemcy mieli tam produkować rakiety, broń atomową i cholera wie co jeszcze. System korytarzy miał się łączyć z bunkrem Hitlera pod zamkiem Książ.

Do budowy całego kompleksu wykorzystywano więźniów z pobliskiego obozu Gross Rosen. Z ich relacji wiadomo, że korytarze. które dziś są udostępnione do ruchu turystycznego to tylko część projektu “Riese”. Według nich, istnieją jeszcze kolejne poziomy, w większości wykończone i wybetonowane. Prace trwały do ostatniej chwili – nawet po śmieci Hitlera. Pod koniec wojny, dosłownie w przededniu wkroczenia Armii Czerwonej, Niemcy wywozili wszystko co cenne i zabezpieczali swoje podziemne miasto. I jak przystało na Niemców, byli tak dokładni, że do dziś nie wiadomo, gdzie jest reszta korytarzy. Niektórzy mówią też, że kilku nazistów-strażników do dziś ukrywa się na Śląsku i pilnuje, aby zbyt wiele nie wyszło na jaw. To oczywiście tylko legendy (ale w każdej legendzie jest ziarno prawdy, no nie?).

Ruiny naziemne i podziemne to polska specjalność i za to między innymi uwielbiam ten kraj. Większość z nich jest umieszczona poza szlakiem. Żeby je znaleźć trzeba pobłądzić w lesie, przejechać przez wioski na końcu świata wyglądające jak skansen (i to darmowy), przedrzeć się przez krzaki albo przejść przez dziki gąszcz pokrzyw (a Ty zawsze masz wtedy na sobie krótkie spodnie. ZAWSZE). Często też okolica jest bardziej malownicza niż miejsce, do którego zdążasz. Wielkie metropolie mogą się schować.

Wychodzi na to, że napisałam posta o ruinach i zadupiach…  I bardzo dobrze – bo o Krakowie, Warszawie, Wrocławiu i innych atrakcjach, które pokazujemy zagranicznym gościom, napisano już dużo. A mnóstwo niesamowitych miejsc macie w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od domu.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Marcin Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marcin
Gość
Marcin

Zgadzam się w całej rozciągłości. Najfajniejsze miejsca…. zdarzają się, kiedy ich nie szukamy… i kiedy po prostu idziemy bez celu… a może one nas wtedy w jakiś magiczny sposób przyciągają… ?