Ten post będzie pełen kolorowych obrazków.

Bo jurta to kolory.

mongolska jurta

Tam nocowaliśmy

Typowy ger. Wszystko jedno, czy kazachska, czy mongolska. Różnią się tylko wielkością i odcieniami. Ponadto, nadmienić trzeba, że właściwą nazwą jest słowo ger. Jurta jest rusycyzmem, który jednak mieszkańcy Mongolii znają bardzo dobrze i kiedy chcą zwrócić uwagę turysty na stepowe namioty, używają właśnie słowa jurta, bo tak te konstrukcje nazywają się nad Bajkałem i stąd nazwa ta rozprzestrzeniła się na cały świat.
Gery i jurty z zewnątrz zazwyczaj wyglądają tak samo. Drewniany szkielet przykryty wojłokowym materiałem w kolorze bieli lub szarości. Wyraźnie odcinają się drzwi z drewna, malowane zazwyczaj na niebiesko.

Wchodzimy do środka. W każdym przewodniku i książce traktującej o Mongolii znajdziecie mniej więcej taki tekst:
W centrum znajduje się palenisko, a wokół niego proste meble. (…) W środku geru wszystko ma swoje miejsce, podyktowane starodawnymi zwyczajami. Część północna to miejsce honorowe, gdzie bywają sadzani goście. Na kredensie lub skrzyni pod północną ścianą znajduje się rodzinna kapliczka. Stawia się w niej zwykle wizerunek dalajlamy oraz niewielki posążek Buddy oświetlony lampami olejnymi. (…) Narzędzia robocze przechowuje się po męskiej stronie, w południowo-zachodniej części geru, gdzie zgodnie z tradycją powinien znajdować się stojak na siodło i uprząż pana domu. Obok wiesza się worek z koziej skóry na fermentujące mleko klaczy, ajrak.
Widziałam taką jurtę na własne oczy. Widziałam palenisko obłożone kamieniami, skórzany worek na mleko, ołtarzyk dla przodków umieszczony w centralnej części domu…Wiecie gdzie? W muzeum w Karakorum.
Nie znaczy to oczywiście, że wszystkie dawne tradycje umarły, o nie. Ale mamy XXI wiek i trudno oczekiwać, że nic się nie zmieniło od czasów Czyngis-chana. Ci z was, którzy są spostrzegawczy, na pewno wypatrzyli już talerz anteny satelitarnej na poprzednim zdjęciu. Równie często towarzyszą mu agregatory lub baterie słoneczne. Wieczorami jurty są oświetlane światłem płynącym z podwieszanej pod sufitem żarówki.

Jurta dziś

Dwaj lekarze objeżdżający prowincję w poszukiwaniu potrzebujących – to im zawdzięczamy pierwszą wizytę w prawdziwej jurcie.

Wracamy więc do czasów współczesnych i jeszcze raz wchodzimy do mongolskiej jurty. Podział na część damską i męską właściwie nie istnieje; wszyscy mieszkańcy dość swobodnie przemieszczają się po całym namiocie. Jedyne, co wydaje się stałe, jest umieszczanie gości na lewo od wejścia. Generalnie nikt nam nie zabroni chodzenia po gerze, nie ma żadnych magicznych linii, których przekroczenie powoduje obrazę gospodarza lub duchów. Mimo wszystko, w większości przypadków, kiedy wchodziliśmy do jurty, wskazywano nam miejsca na lewo od drzwi. Raz zdarzyło się, że usadzono nas naprzeciwko, tam gdzie powinien znajdować się ołtarzyk dla przodków – było to w jurcie kazachskiej, w zachodniej Mongolii (Kazachowie stanowią tam większość miejscowej ludności).
No właśnie, co z tym ołtarzykiem? Centralne miejsce w domu, kult przodków i tak dalej?Rozczaruję was. W centralnym miejscu jurty znajduje się… telewizor. Kiedy byliśmy w Mongolii akurat trwała olimpiada w Rio i wszyscy namiętnie oglądali zapasy – narodowy sport. Wspólne oglądanie telewizji bardzo integruje ludzi, niezależnie od języka, w jakim mówią. Zdecydowanie też przedłuża wieczory.
“Ech”, myślicie pewnie “zaginiony świat, tradycje, szamani, a tu taka wtopa z telewizorem”. Nie martwcie się, nie jest tak źle – telewizor często dzieli miejsce z ołtarzykiem. Nie jest on zazwyczaj tak okazały, jak opisują to książki – nie ma Buddy, nikt nie zadaje sobie trudu, aby na co dzień zapalać jakiekolwiek kadzidełka, a dalajlamy nie widziałam w żadnym gerze. Buddyzm, po okresie czystek religijnych za czasów komuny, podupadł bardzo, a po odrodzeniu nigdy nie odbudował swej potęgi. Wiara w Buddę i jego zasady jest często bardzo powierzchowna i nie odgrywa aż tak wielkiej roli jak kiedyś. Nadal silny jest jednak kult przodków, a co za tym idzie – wiara w rodzinę.

Ołtarzyk dla przodków. Zdjęcie przedstawia matkę gospodarza

Co więc zastaniemy w ołtarzyku? Zazwyczaj są to zdjęcia – matki, ojca, babci, dziadka i innych zmarłych. Czasem znajdzie się też jakaś figurka konia (wciąż bardzo ważnego dla Mongołów) lub mała czarka na ofiary dla duchów. A zaraz obok – seria fotografii rodzinnych, z jej żyjącymi członkami. Gospodarze zwykle są bardzo dumni ze swoich krewnych; zdjęcia są pretekstem do pochwalenia się córką na studiach w Ułan-Bator, synem w wojsku albo siostrą, która była razem z mężem na wycieczce w Ameryce.

Kolorowe wnętrze, beczka z ajrakiem i swoboda – siedzimy gdzie chcemy, oglądamy wspólnie zdjęcia, jemy i pijemy – spokojny poranek u mongolskiej rodziny. Herbata jak zawsze na mleku.

Co z workiem na ajrak? Przewodniki nakazują wręcz przemieszanie fermentującego mleka zaraz po wejściu, bo taki jest zwyczaj. Jeśli jednak spróbujecie to zrobić, wasza ręka natrafi na nicość. Nie ma skórzanych worków – co nie znaczy, że nie ma alkoholu. Jest XXI wiek i wygodniej jest używać plastikowych beczek, które znajdują się w różnych miejscach, nie zawsze tam, gdzie wskazuje tradycja. Narzędzia też trzymane są tam, gdzie jest na to miejsce, a rząd koński zupełnie swobodnie może leżeć w szufladzie. Natomiast zamiast paleniska obłożonego kamieniami, na środku znajduje się piec typu koza, z metalową rurą wychodzącą przez otwór w suficie. Otwór ten jest akurat elementem stałym, obecnym w każdej jurcie. Zapewnia wentylację, a w razie mrozów lub deszczu można go zakryć.

Wnętrze jurty.

Kolorowe skrzynie i szafki, a w centralnym miejscu – telewizor

Otwór wentylacyjny w dachu.

Kolory

To, co jest niezmienne i zawsze spotykane, to kolory. Nieważne, czy to jurta kazachska czy mongolska, nieważne, czy panuje w niej porządek czy bałagan, czy jest biednie czy bogato. Kolory są zawsze. Na malowanych meblach, na dywanach i wykładzinach, na kocach i kołdrach leżących na łóżku, na narzutach zawieszonych wzdłuż ścian, aby było cieplej.
Kolory są też w drewnianych domach “stacjonarnych”, w których Mongołowie mieszkają w wioskach. We wnętrzu takiego budynku można się przekonać, że zamiłowanie do barw to cecha wszystkich ludzi, niezależnie od tego, w jakiej części świata mieszkają. Inaczej malujemy swoje meble, inaczej rysujemy kwiaty, ale idea jest ta sama. Podczas noclegu w takim domu czułam się trochę jakby w czymś pomiędzy skansenem łowickim a domem mojej babci na wschodnim Mazowszu.  Ot, typowa wiejska, tradycyjna chałupa. Czym się różni od naszej oprócz motywów zdobniczych?Chyba tylko tym, że na ścianie zamiast portretu papieża wisi obraz z dalajlamą.
Co zostało jeszcze z dawnych zwyczajów i tradycji? Gościnność. Wydaje się, że o ile u nas bywa z tym różnie – bo czasy się zmieniają, bo historia układała się niepomyślnie – Mongołowie zachowali tę niezwykłą cechę od czasów Czyngis-chana. I mimo wojen, Chińczyków i komunizmu, mają ją do dziś. I to jest wspaniale.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o