Car spał. Wyraźny nos, lekko uchylone wargi (czy chrapał?), ręce złożone na piersi trzymały miecz. Jak długo był pogrążony we śnie? Tego nie wie nikt. Jego majestatyczna sylwetka wznosi się nad innymi szczytami Sajanów od niepamiętnych czasów.

Bo też i góry miały wziąć od niego swoją nazwę. Nazywał się Sajan…

– Dawno, dawno temu car Sajan był wielkim władcą – opowiadał nam jeden z wiozących nas Tuwińców. Siedzieliśmy ściśnięci się na tylnym siedzeniu razem z jego rodziną, gdy mijaliśmy potężne góry. Wreszcie nadarzyła się okazja, żeby kogoś zapytać o legendę.

– Był wielki, przeogromny! I był dobrym władcą, dbał o swój lud, bronił. W końcu, gdy nadszedł kres jego dni, car położył się spać, ale nie odszedł na zawsze! Gdy coś będzie zagrażało jego ludowi, wstanie i będzie go bronił, jak kiedyś.

Inni mówią, że Sajan strzeże wielkich skarbów. W każdym razie, gdy wskazywano nam cara z daleka, jeszcze z trasy, nie mogliśmy go dojrzeć wśród skał na horyzoncie. Robiliśmy zdjęcia innych szczytów, słuchając tego, co podpowiadała nam wyobraźnia. Nie oczekiwaliśmy wiele. Znamy takie legendy i z Tatr, wielokrotnie wpatrywaliśmy się w różne skały szukając zaklętych rycerzy. I wiedzieliśmy, że czasami trzeba bardzo mocno zmrużyć oczy, żeby dojrzeć niewyraźny zarys postaci.

Jednak gdy ruszyliśmy na szlak przez góry, w pewnym momencie stanęliśy jak wryci. ON faktycznie tam był! Bez wpatrywania się, bez mrużenia oczu!

I był ogromny.

Spał górując nad okolicą. Widzieliśmy go prawie przez całą drogę na szczyt. Gdyby nie jego zamknięte oczy, można by przypuszczać, że nas obserwuje.

Wspinaliśmy się nad Tęczowy Staw, żeby zobaczyć Wiszący Kamień. Głaz ten, lekko spłaszczony, przykleił się do zbocza góry przecząc prawom grawitacji. Geologia miała jednak na to swoje wytłumaczenie – był to efekt wietrzenia.

Niemniej, legenda trwa i wykorzystuje także tę skałę – kiedy Wiszący Kamień spadnie i z wielkim pluskiem wpadnie do Tęczowego Stawu, wtedy wielki Sajan się obudzi. Podobno szansę na zepchnięcie kamienia ze zbocza mają kobiety w ciąży.

Wróciliśmy na dół, choć ciężko było oderwać wzrok od śpiącego cara.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o