Wczoraj rano obudziłam się z silnym pragnieniem przeskoczenia płotu.
Nie wiem, czy kiedykolwiek tego doświadczyliście – irracjonalnej zachcianki o poranku. Kiedyś na przykład obudziłam się i bardzo zapragnęłam przeczytać ”Anię z Zielonego Wzgórza”. Wczoraj natomiast zachciało mi się znów odwiedzić jakieś nieoczywiste miejsce z historią. Kilka lat temu dość często penetrowałam stare kamienice, ruiny psychiatryków, opuszczonych baz, bunkry i porzucone cegielnie – w Warszawie i okolicach jest ich bez liku. I zwykle nie prowadzą do nich utarte szlaki.

W ramach wiosennego spaceru po pracy, zamiast do parku wybrałam się więc na cmentarz.

Warszawski cmentarz choleryczny nosi miano najbardziej ukrytej i niedostępnej nekropoli w stolicy. I istotnie tak jest. Położony jest w prawdziwym kolejowym trójkącie – z każdej strony otaczają go nasypy kolejowe, po których jeżdżą pociągi w stronę Gdańska. Nie prowadzi do niego żadna ścieżka. Samo otoczenie jest jednak niezwykle zaciszne; tuż za wałem kolejowym milkną odgłosy ulicy, niemal nie słychać samochodów i tramwajów. Usłyszeć i zobaczyć można natomiast ptactwo, budzące się do życia po zimie.
Jeszcze jeden stary wał, jeszcze kilka kroków i już spomiędzy drzew widać krzyż oznaczający miejsce spoczynku prażan.

Cmentarz powstał po epidemii cholery, która nawiedziła warszawską Pragę w latach 1872-1873. Pochłonęła ponad czterysta ofiar. Cmentarz założono na terenie znajdującym się wówczas na skraju miasta. Oprócz ofiar zarazy, w latach 1876-1882 wojsko umieściło tu także mogiły siedmiu żołnierzy, którzy ponoć praktykowali… obrzędy pogańskie. Co robili konkretnie i jaka była ich historia – tego póki co nie udało mi się dowiedzieć. Faktem jest, że ulokowano ich na nekropoli cholerycznej. Prawdopodobnie nie wiedziano, co z nimi zrobić, gdy odmówiono im pochówku chrześcijańskiego.

 Cmentarz został zniszczony w początkach XX w., z powodu rozbudowy trakcji kolejowej. Zmarłych złożono do zbiorowej mogiły i oznaczono krzyżem – to i tak lepsze rozwiązanie od planowanego. Początkowo bowiem zarząd kolei chciał przykryć dawny cmentarz nowym nasypem, nie wydobywając szczątków. Problem jednak pojawił w momencie, gdy okazało się, że groby są dość płytkie i już podczas początkowych prac pojawiły się ludzkie kości. Nie dało ich się dłużej ignorować, więc w 1908 r. powstał symboliczny, nowy cmentarz, tuż obok torów.


Czas i dewastacje spowodowały jednak, że do dnia dzisiejszego obiekt przetrwał w marnym stanie. Na szczęście, w 2010 r., poddano go rewitalizacji i postawiono nowy pomnik. Dziś widzą go podróżni jadący w stronę Gdańska.

Niedaleko znajduje się także stary żydowski kirkut na  Bródnie.
Polecam Wam alternatywne zwiedzanie Pragi i okolic – także od strony cmentarnej.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o