Półtora miesiąca na rowerze. Zjeżdżona Polska wschodnia – Lubelszczyzna, Podlasie, kawałek Suwalszczyzny. Dwa tysiące sto dwa kilometry na liczniku. Po co? Czy było warto?

 

 

Zatrzymuję rower pod sklepem i stawiam go pod ścianą. Nie przypinam – już dawno dałam sobie z tym spokój. Boję się, co będzie, jeśli nie pozbędę się tego nawyku po powrocie do Warszawy. W sklepie kupuję wodę. Wychodzę, poprawiam bagaż. Na schodkach siedzi grupa miejscowych – dwóch starszych mężczyzn i kobieta.
– A pani to chyba z daleka, co?
– Z daleka. Spod Warszawy.
– I to cały czas tak rowerem?
– Cały czas. Na Odrynki teraz jadę. Jak pojadę tędy, to dobrze będzie?
– A dobrze, dobrze! Pani do tego skitu jedzie na pewno?
– Tak. Warto?
– A warto, warto. Tam ten batiuszka to i ziołami leczy. I tylko jedna droga do jego pustelni prowadzi! A dziś sobota, to służba będzie. O dziesiątej…
– A tu jeszcze dookoła też ciekawe tereny są, ja opowiedzieć mogę – wtrąca się jeden z mężczyzn.
– Co ty stary! – fuka kobieta i zwraca się do niego – Ty niczevo nie znajesz, głuposti, szto ty hovorisz… 
Niech hovori – śmieję się – Niech mówi.
Kobieta patrzy na mnie niedowierzając.
– A ty rozumiesz naszą mowę?
– Trochę. To co podobne do ruskiego, ukraińskiego, to rozumiem.
Mężczyzna patrzy na mnie i słucha uważnie.
– A gdzie ty masz korzeń, że tak trochę zaciągasz?

Jesteśmy w Polsce. Ale mimo to, gdy miejscowi zwracają się do mnie, mam wrażenie, że przechodzą na polski. Tak jak do obcokrajowca mówi się po angielsku, w tej łacinie naszych czasów. I tylko czasem ktoś się zapomni i wychwycę żywe rusycyzmy. Podsłuchiwałam ich rozmowy. Czasem rozumiałam wszystko. Czasem część. A czasem kompletnie nic.

Odwiedzałam pustelnie i prawosławne monastery, miejsca cudów i objawień, a także miejsca zbrodni i tragedii. Widziałam święte ikony i krzyże postawione w miejscach egzekucji.
– Są tu też ci, którzy pamiętają, jak wymordowano całą wioskę – mówi siostra Katarzyna, prawosławna zakonnica – To co widzieli, zmieniło całe ich życie.

Zajrzałam też do tych, o których mówili ”wiedźmy”. Szukałam z nimi znaków na niebie i słuchałam o receptach na pomyślne życie.
– Ech ty, za późno przychodzisz, tam w wiosce obok to kiedyś była babka! Silna szeptucha, ona to miała moc!

Polska egzotyka wciągała mnie z każdym dniem coraz bardziej. I wiem, że jeszcze wrócę. Dla Was zaś przygotowałam serię postów, które będę tu zamieszczać – o świętych, szeptuchach, puszczach i ludziach, którzy mówią o sobie po prostu: ”Tutejsi”. Ze wschodnim akcentem.

Śledźcie bloga, już niedługo startujemy!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o