Green Velo. Wschodni szlak rowerowy, biegnący od Podkarpacia do Elbląga, przemierzający pięć województw. Ponad 1800 km głównej trasy plus odcinki dodatkowe. I oczywiście – moc atrakcji turystycznych. Zakończony w 2015 r. szlak rowerowy przyciąga wielu amatorów dwóch kółek. Jak to wygląda w praktyce?

Oznakowanie szlaku

Dla kogo?

Green Velo przyciąga wielu turystów i to widać już na pierwszy rzut oka. Kiedy jechałam opłotkami w okolicach Radzynia, Lubartowa czy Lublina, to ja byłam atrakcją dla miejscowych. Samotna rowerzystka z objuczonym bagażnikiem. Na dobrą sprawę brakowało mi spotkań z innymi ludźmi, którzy tak jak ja byliby w drodze. Zawsze to jest z kim pogadać, ponarzekać na pogodę. Tymczasem mijałam tylko sportowców, jadących na lekko na kolarkach, mknących 40 km/h, byle ustanowić nowy rekord. Kiedy gdzieś przed Wolą Uhruską spotkałam przesuwającego się powoli rowerzystę-nomadę, objuczonego tak samo jak ja, aż się zaśmiałam ze szczęścia. On najwidoczniej też się mnie nie spodziewał, ale ucieszył się – pozdrowiliśmy się nawzajem i dalej pedałowaliśmy 12 km/h pod górkę.

Natomiast kiedy dojechałam do nabużańskiej szosy, biegnącej tuż przy granicy z Ukrainą i znalazłam się na Green Velo – sytuacja niemal od razu się zmieniła! Dziennie spotykałam kilku-kilkunastu rowerzystów z sakwami i namiotami. Niektórzy robili całość lub kończyli dystans z zeszłego roku, inni przyjechali tylko żeby pokonać wybrany odcinek. Zdecydowanie największą popularnością cieszy się Puszcza Białowieska i jej okolice. Zwiększenie natężenia ruchu turystycznego zdecydowanie pozytywnie wpłynęło na rozwój bazy noclegowej. Na trasie możemy być niemal pewni, że spokojnie znajdziemy agroturystykę, pole namiotowe lub hostel.

Unijne pieniądze

Na Wschodni Szlak Rowerowy wydano 274 mln złotych pozyskanych z Unii Europejskiej. Kwota faktycznie powala, szczególnie jeśli dowiemy się o tym, po przejechaniu szlaku. Na co zostały dokładnie wydane unijne pieniądze? Celem projektu Green Velo miało być przede wszystkim przygotowanie trasy dla rowerów, umożliwiając im wygodny i bezpieczny przejazd przez tereny ciekawe przyrodniczo i historycznie. Szlak prowadzi przez kilka parków narodowych i krajobrazowych, posiada także odcinki dojazdowe do atrakcji położonych w pobliżu jego głównej arterii. Do tego zainwestowano także w słupki z oznaczeniami oraz MOR-y, czyli Miejsca Obsługi Rowerzystów. Oprócz tego, w punktach turystycznych, są do pobrania darmowe mapki i materiały dotyczące szlaku. Tyle założenia, teraz sprawdźmy, jak to wygląda w praktyce.

Nawierzchnia i przejezdność

W Internecie aż roi się od negatywnych opinii, na temat nieprzygotowanej nawierzchni. Jest w tym trochę prawdy, szczególnie, gdy spojrzy się na budżet projektu.

– Green Velo to tylko pola i lasy, byle nie główną trasą! – żalili się spotkani rowerzyści. To prawda, lecz co dla jednego jest wadą, dla innego jest zaletą: szlak omija główne drogi i prowadzi nas przez miejsca atrakcyjne krajobrazowo. Dużą zaletą jest fakt, że jeśli już przyjdzie nam jechać trasą szybkiego ruchu, to na 100% będziemy tam mieli wytyczoną ścieżkę rowerową. Mamy takową na ruchliwszych odcinkach drogi 816 biegnącej wzdłuż granicy, jest też na drodze z Sobiboru do Włodawy, do Michałowa i z Supraśla do Białegostoku, choć ta ostatnia pozostawia wiele do życzenia. Niestety, w wielu przypadkach, zamiast przystosować nawierzchnię do ruchu rowerowego, zwyczajnie poprowadzono go tak, aby wykorzystywał istniejącą infrastrukturę. I o ile nadbużańską drogą jedzie się świetnie i widać, że ktoś o nią zadbał, o tyle ścieżka rowerowa do Białegostoku na wyjeździe z Supraśla to klęska na całej linii, bo asfalt roznoszą tam korzenie drzew rosnących wzdłuż trasy. Często kwestię szlaku załatwiono poprowadzeniem go chodnikiem dla pieszych i stawiając znak pozwalający jeździć tam rowerzystom. Dla mnie najgorszą traumą były jednak odcinki, gdzie droga wiodła kocimi łbami – na przykład na dojeździe do Czeremchy. Bardzo urokliwie i zabytkowo wyglądają wioski z taką nawierzchnią, ale dla roweru to śmierć!

Na wielu odcinkach leśnych Green Velo dubluje się z lokalnymi szlakami rowerowymi i wiele się od nich nie różni. Znajdziecie tam górki, dołki i piach. Tak więc, jeśli oczekiwaliście czegoś więcej, lepiej przystosowanego niż to co mieliśmy do tej pory – możecie się nieco rozczarować. Zazwyczaj jednak szlak poprowadzony jest takimi drogami, że każdy rowerzysta, na nieco grubszych kołach, da sobie radę. Rowerowy szosowe muszą zostać na asfalcie.
Dla porównania i przekonania, że aż tak dramatyzować nie ma potrzeby: dla mnie najcięższy do przejechania był odcinek niebieskiego szlaku biegnący przez Puszczę Knyszyńską, do Kruszynian. Zwany jest Traktem Napoleońskim. Miejscami piach i błoto były nie do przejechania i rower trzeba było pchać, szczególnie na licznych podjazdach. Odcinek ten nie wchodzi jednak w skład Green Velo – tam aż tak tragicznie nie było.

Bruk po deszczu – najgorzej.

Większa część Green Velo

Na Podlasiu warto także zwrócić szczególną uwagę na przeprawy na Bugu. W ramach Green Velo nie zbudowano żadnej nowej, więc rowerzyści zdani są na dwie przeprawy promowe w okolicach Mielnika. Uwaga! Ich funkcjonowanie zależne jest od stanu wody w rzece! Dobrze jest dowiedzieć się wcześniej, jak to wygląda – zwykle jako źródło wiedzy sprawdzają się tutaj miejscowi, wiedzą o wiele więcej niż jakakolwiek informacja turystyczna. Ja ze swojej strony mogę Wam polecić porzucenie na chwilę w tym miejscu szlaku i przejechanie spokojnymi, w większości asfaltowymi wiejskimi drogami do przeprawy w Drohiczynie, która rzadko bywa zawieszana – warto zwiedzić także miasto.

Green Velo nad Biebrzą. Bywa i tak…

Oznakowanie

Tu trzeba podkreślić, że z tym jest o wiele lepiej niż z przygotowaniem nawierzchni. Drogę wyznaczają nam pomarańczowe znaki z symbolem Green Velo. Dobrze oznakowane są także wszelkie rozjazdy do odcinków dodatkowych, a także do innych szlaków rowerowych w okolicy. Niekiedy znajdziemy tam też odległość od większych miejscowości. Czasem podczas jazdy można odnieść wrażenie, że to głównie tutaj zostały ulokowane fundusze europejskie. Aż żal, że tutaj nie wykorzystano istniejącej infrastruktury i nie zamontowano drogowskazów na znakach już istniejących zamiast stawiać obok całe konstrukcje.

Mimo to, oznakowanie bywa często wręcz nielogiczne. Na długich, prostych odcinkach znajdziemy je co niecałe pół kilometra (na przykład jadąc przez Biebrzański Park Narodowy asfaltową drogą), natomiast tam, gdzie faktycznie by przydałoby się dokładniejsze oznakowanie – na przykład przebijając się przez Białystok – już niekoniecznie, co może niekiedy wprowadzać w błąd. Jak dla mnie najbardziej fatalnie oznakowane są okolice jeziora Siemianówka, gdzie – gdybym nie miała mapy i nie dopytała ludzi – spędziłabym dłuższy czas na błąkaniu się po lesie. Dobre oznakowanie na dłuższych odcinkach potrafi rozleniwić i wyłączyć myślenie – w większości przypadków drogowskazy prowadzą nas bowiem jak po sznurku. Należy być czujnym cały czas!

Rozjazd na odcinki dojazdowe

MOR-y

Miejsca Obsługi Rowerzystów to drewniane wiaty, w których można odpocząć, zjeść, schować się przed deszczem. Na całym szlaku jest ich 230.
Co znajdziemy w środku oprócz zadaszenia? Stolik, ławki, stojaki na rowery, zawsze też kosze na śmieci. Czasami jest tam toaleta typu toi-toi – aczkolwiek nie jest to regułą. W miejscach atrakcyjnych przyrodniczo zbudowano też wieże widokowe. W województwie lubelskim bardzo podobał mi się zwyczaj umieszczania na MOR-ach informacji o historii okolicy. Można było znaleźć naprawdę niecodzienne ciekawostki. Żeby ich nie zapomnieć, fotografowałam niemal każdą tablicę. Zabawa skończyła się jednak w województwie podlaskim: tam najwidoczniej albo zabrakło pieniędzy albo ktoś uznał, że nie ma to sensu. I tak, w miejscu tablicy jest tylko pusta, drewniana ściana.
Jak często znajdziemy wiaty na drodze? Oficjalna strona Green Velo informuje, że MOR-y umieszczone są co 8-10 km. Być może taka jest średnia, ale także tutaj, podobnie jak w przypadku oznakowania, znajdziemy pewne nielogiczności. Czasem jest tak, że przez długi czas nie ma żadnego miejsca postojowego, a zaraz potem proszę – jedno po drugim, kilometr po kilometrze, jak to ma miejsce np. podczas 33-km odcinka wiodącego przez Biebrzański Park Narodowy.
W regulaminie każdego MOR-u znajdziemy informację, że są one tylko miejscami wypoczynku, nie zaś biwaku. Ale są osoby, które tego próbowały i nic się nie stało.

Przykładowy MOR

Mapy i informatory

Mapy i informacje na temat szlaku można pobrać za darmo w punktach turystycznych w większych miejscowościach na trasie. Uwaga: nie zawsze litera “i” na drogowskazie lub planie oznacza punkt informacji z żywym człowiekiem. Czasem może to być po prostu mapa okolicy lub interaktywny ekran, który prawdopodobnie nie działa, jak np. w miejscowości Narew.
Tam, gdzie Green Velo nie dociera, ale przebiega w pobliżu, możliwość znalezienia map i przewodników to loteria. Nie ma czego szukać w Siemiatyczach, ale już w Drohiczynie – gdy się poprosi, pani zdmuchuje kurz z szuflady i wyciąga pełen asortyment!
Warto też pamiętać, że w danym województwie dostaniemy tylko mapy przygotowane dla niego – oraz oczywiście ogólną mapę całego szlaku, która ma jednak tylko raczej charakter poglądowy. Województwa podzieliły trasę na kilka tzw. “Królestw Rowerowych” – np. Dolina Bugu, Puszcza Białowieska i Puszcza Knyszyńska, Dolina Biebrzy i Narwi.
Mapy poszczególnych odcinków są w skali 1:200 000. To wraz oznakowaniem na trasie spokojnie wystarczy przeciętnemu turyście do nawigacji. Jeżeli jednak macie zamiar zbaczać z głównej arterii, szukać skrótów lub nie zadowalają Was główne atrakcje – przyda się coś dokładniejszego (osobiście polecam mapy z serii TD, 1: 100 000, sprawdzają się całkiem dobrze). W punktach są jednak także do pobrania atlasy rowerowe, o wiele bardziej dokładne niż mapy. W obu opcjach są naniesione także inne, istniejące już szlaki turystyczne.
Oprócz map możemy pobrać także “paszport turysty”, do którego można zbierać pieczątki i wklejać zdjęcia, i który “ważny jest bezterminowo i nie upoważnia do żadnych zniżek”. Pomijając rolę tej abstrakcyjnej formy pamiątki, warto go jednak wziąć, gdyż opisuje pokrótce główne atrakcje szlaku i okolic. Dzięki niemu dowiedziałam się o kilku nowych miejscach wartych odwiedzenia.
Istnieje także aplikacja na telefony, pozwalająca oglądać mapy online, szukać noclegów i miejsc wartych zwiedzenia. Ja osobiście nie korzystałam, a opinie innych rowerzystów były bardzo zróżnicowane. Po szczegóły odsyłam na oficjalną stronę Green Velo.

Lato w Białymstoku

Bilans

Mnie podróżowanie przez Lubelszczyznę i Podlasie zajęło miesiąc, lecz nie trzymałam się kurczowo Green Velo. Jechałam powoli, starając się zobaczyć jak najwięcej. Jeśli ktoś stawia na szybkość lub bicie rekordów i spodziewał się wyremontowanej nawierzchni, która mu w tym pomoże – zawiedzie się. To trasa przygotowana dla tych, którzy chcą podziwiać zabytki i przyrodę Polski wschodniej. Nawierzchnia na odcinkach polnych i leśnych niewiele różni się od istniejących, lokalnych szlaków – są odcinki łatwiejsze i trudniejsze, jest i asfalt i piach i błoto, i wylewające rzeki, i podjazdy i zjazdy, czasem wygodne, czasem mniej. Na pewno jednak jest to trasa bezpieczna; nie wymaga od nas jechania ruchliwym szosami razem z samochodami.
Dobrze przygotowane mapy i przewodniki, rozwijające się zaplecze turystyczne, w większości dobre oznakowanie – to niewątpliwe atuty Green Velo. Jeśli więc macie tydzień urlopu i chcielibyście pozwiedzać – odcinek tego szlaku z pewnością sprawi Wam wiele frajdy. W stosunku jednak do oczekiwań i włożonych w tę inwestycję pieniędzy – Green Velo nie powala na kolana.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o