Błotnista droga prowadzi nas w głąb tajgi. Jak oni dojeżdżają tam na wiosnę? Dawno już zjechaliśmy z głównej, asfaltowej szosy, gdzie i tak niemal nic nie jeździło. Jeszcze tylko kawałek i znajdziemy się w Polsce. Tak, w Polsce – pośrodku Syberii!

Wjeżdżamy do Wierszyny

Polskie domy na Syberii

Wierszyna – wioska otoczona przez lasy, na północ od Irkucka. Nieco na wzniesieniu, stąd jej nazwa. Co ją wyróżnia? Otóż, zamieszkują ją głównie Polacy (około 300 rodzin). Można wejść do sklepu i usłyszeć czysty, ojczysty język, bez grama rosyjskich naleciałości. Idąc ulicami można się poczuć jak w pierwszej lepszej wsi na południu Polski. Skąd się tutaj wzięli ci ludzie?

Ich historia sięga początku wieku XX, kiedy to wskutek stołypinowskich reform rolnych car Mikołaj II, w ramach kolonizacji Syberii, obiecał każdej z rodzin, które osiedlą się w tajdze, ziemię i trzysta rubli. W tamtych czasach był to pieniądz nie byle jaki, toteż dobrowolnych emigrantów nie brakowało. Tak jak dzisiaj jeździmy do Norwegii lub Anglii, szukając tam swojego El Dorado, tak kiedyś wielkie rosyjskie imperium jawiło się jako ziemia obiecana. Wyjechało wówczas wiele rodzin z terenów obecnej wschodniej Polski. Ruszyło także wiele osób z Zagłębia Dąbrowskiego – i to oni wylądowali głównie w Wieszynie i okolicach. Ich pochodzenie widać bardzo dobrze w akcencie – choćby w dobrze znanym małopolskim “wychodzeniu na pole”, a nie “na dwór” jak to mówią w innych częściach kraju.

W Wierszynie byłam w 2013 roku. Akurat odbywało się święto 100-lecia wmurowania kamienia węgielnego pod katolicki kościół we wsi. Dowiedzieliśmy się o tym od polskich rowerzystów nad Bajkałem, więc od razu wyciągnęliśmy kciuki w kierunku tego krańca świata. Bo dojazd autostopem nie był wybitnie łatwy. Dotarliśmy w rewiry, gdzie ruch był niemal zerowy, a nas było aż pięcioro. Mimo to, udało się – jadąc nocą na pace do przewozu drewna, śpiąc na truskawkowych polu i wreszcie łapiąc na stopa – przy pomocy Buriatów blokujących drogę – oficjalną polską delegację z irkuckim konsulem, dotarliśmy do Wierszyny.

”Przepraszam, którędy do Polski?”

Kościół, którego obecnym proboszczem jest ojciec Karol Lipiński, jest ostoją walki o polskość i jest nierozerwalnie związany z historią wsi. Kiedy emigranci przybyli do Wierszyny, nadchodziła zima, a obiecanych domów nie było. Buriaci poradzili im, aby czym prędzej wykopali sobie ziemianki i przeczekali śniegi, a dopiero na wiosnę zajęli się budową solidnych domów. Dzięki temu Polacy przetrwali zimę i gdy tylko zrobiło się ciepło, zbudowali wioskę na podobieństwo tych, które zostawili w swojej ojczyźnie. Wreszcie, zapragnęli postawić świątynię. Mimo, że kamień węgielny położono już w 1913 roku, rewolucja bolszewicka i walka z religią, bardzo utrudniały dokończenie budowy. Kilkukrotnie wysłannicy władz próbowali kościół podpalić, lecz obronili go mieszkańcy. W czasach komunizmu próbowano odciągnąć ludzi od religijności fundując im dyskotekę. Mimo wszystko kościół ukończono i funkcjonuje on do dnia dzisiejszego.

Patent na zamarzającą ziemię – budynki na palach

”to będzie historyczne zdjęcie”

Na święto ściągnęło wielu Polaków z Polski, z Rosji i z innych krajów. Przyjechali motocykliści, rowerzyści, off-roadowi kierowcy. W tamtym roku niemal każdy rajd przez Syberię kończył się w tym miejscu. Nie mogło więc zabraknąć i nas. Na podwórku u proboszcza stanęły niezliczone namioty.

Najlepiej koczować u proboszcza

Święto rozpoczęło się od uroczystej mszy, a następnie wszyscy przenieśliśmy się do Polskiego Domu, gdzie miejscowi wystawili przedstawienie o historii swojej wioski. Brali w nim udział uczniowie, nauczyciele i pracownicy placówki. Potem przyszedł czas na wesołe biesiadowanie i polskie pieśni.

Rys historyczny wsi w kilku aktach

Dla nas, będących w trackie wielomiesięcznej wędrówki, była to okazja, aby przez chwilę poczuć się jak w domu. Żegnając Wierszynę czułam się, jakbym znowu opuszczała swój kraj i zanurzała się z powrotem w rosyjskie morze.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o