Pociąg kolei transsyberyjskiej gnał przez rosyjskie przestrzenie. Za oknem migały już drzewa tajgi kryjące opuszczone, wyludnione wsie. Ja tymczasem przekręciłam lekko pożółkłą kartkę książki Włodzimierza Pawluczuka Wierszalin. Reportaż o końcu świata. Gdzieś tam, tysiące kilometrów od Irkucka, do którego zmierzałam, w moim kraju, też jest dawno zapomniana wioska, która miała stać się Nowym Jeruzalem.

Stara Grzybowszczyzna jest tak daleko, że urzędnicy od wymiany tablic nie dotarli tam nigdy.

Stara Grzybowszczyzna to senna wieś na skraju Puszczy Knyszyńskiej. Kiedy się przejeżdża przez nią rowerem w deszczowy dzień, można nie spotkać ani jednej duszy. To tutaj jednak miało powstać centrum nowego, lepszego świata.

Lata dwudzieste poprzedniego stulecia. Z bieżeństwa, ucieczki przed I wojną światową, powraca Eliasz Klimowicz, Białorusin. Eliasz nie zamierza jednak być zwykłym rolnikiem. Sprzedał swój majątek i rozpoczął budowę cerkwi. Jego żona i córka, opuściły go, on jednak nie zamierzał porzucić swoich zamiarów. W 1926 roku władze Rzeczpospolitej zezwoliły na budowę prawosławnej świątyni.

Tak zaczyna się historia opisana przez Włodzimierza Pawluczuka. Eliasz nie miał zamiaru być jedynie fundatorem cerkwi. Do uroczyska Wierszalin, gdzie powstała budowla, zaczęli ściągać pielgrzymi, a sam Klimowicz obwołał się prorokiem. Miał ponoć uzdrowicielską moc. Przybrał imię Ilja.
Do proroka przybywali wierni spod Wilna, Grodna, ba, nawet z całego Wołynia. Jego sława zdawała się rosnąć z każdym rokiem. Duchowieństwo prawosławne rzecz jasna nie mogło na to przystać, ale jednocześnie chciało włączyć w swoje dobra nowo powstałą cerkiew. Eliaszowi zaproponowano wstąpienie do monasteru. Klimowicz zgodził się na to, ale podczas jego postrzyżyn tłum zaczął śpiewać o Nowym Jeruzalem i o wcieleniu proroka Eliasza. Był to pierwszy sygnał, że prorok Ilja nie zaniecha budowy swojego nowego królestwa na ziemi.

Wierszalin stał się siedzibą Eliasza Klimowicza. Powstały pierwsze chaty, ściągali pielgrzymi i wierni. Prorok Ilja uzdrawiał, modlił się, a woda z miejscowej studni została uznana za świętą. Paradoksalnie, konflikt z Cerkwią prawosławną spowodował, że nowy przywódca duchowy zyskał tylko na znaczeniu i zjednał sobie nowych wyznawców. Eliasz zrzekł się uprawnień zakonnych, a wybudowaną przez siebie świątynię oddał katolikom. Nabożeństwa zaczął odprawiać ze własnym domu.

Prorok zyskał tak wielką sławę, że jego historia obrosła legendami. Mówili, że jako jedyny nawraca bandytów, że jego cerkiew sama wyrosła spod ziemi i że Ilja nie urodził się, ale zstąpił z nieba. Z czasem zaczęto go uważać z nowe wcielenie Jezusa. Klimowicz głosił, że nadciąga koniec świata i że tylko ci bez grzechu, którzy pójdą za prorokiem, przeżyją. A więc ci, którzy zamieszkają w budowanym przez niego Wierszalinie – Nowym Jeruzalem.

Bycie zbawicielem świata pociąga jednak za sobą szereg nieprzyjemnych obowiązków. Wyznawcy Eliasza Klimowicza znali dobrze Pismo Święte i powoli zaczęła w nich kiełkować jedna, straszna, choć nieuchronna myśl…
Skoro świat zmierzał do zagłady, to może nowe wcielenie Jezusa powinno go ocalić? A jak to zrobić? Najlepiej ponownie poświęcić jego życie.

Możemy sobie tylko wyobrażać, co czuli ludzie, którzy pewnego dnia naszykowali gwoździe, młoty i z drewnianym krzyżem przewędrowali przez wieś, prosto do domu swojego duchowego przywódcy. Być może mieli głębokie przeświadczenie misji – poświęcić swoje dusze za odkupienie grzesznego świata.

Prorok Ilja nagle jednak poczuł, że brzemię zbawienia chyba go przerasta, bo zanim tłum podszedł pod drzwi, uciekł czym prędzej do lasu.

Historia sekty Eliasza Klimowicza skończyła się w roku 1939, gdy do Polski weszli sowieci. Uznali oni proroka za dywersanta i wroga, wskutek czego aresztowano go. Jego dalsze losy są nieznane.

Dzisiaj, w lesie obok Starej Grzybowszczyzny wznosi się cerkiew pośród drzew z samotnym krzyżem pod murem. Nazwę Wierszalin przyjął zaś teatr z Supraśla, a historia proroka Ilji stała się podstawą jednego ze spektakli.

Cerkiew w Starej Grzybowszczyźnie

Kłódka broniąca wejścia

Dojechałam do Irkucka i zamknęłam przeczytaną książkę o podlaskiej sekcie sprzed wojny. Przede mną był Bajkał i syberyjskie wsie położone w tajdze. Jedna podróż trwała, ale w mojej głowie już powstawał projekt kolejnej, bliższej, ale nie mniej fascynującej.
Po czterech latach – udało się.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Sylwia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sylwia
Gość

Bardzo ciekawa historia! Kierunek podróży dość nietypowy, dlatego z wielką przyjemnością przeczytałam o tym miejscu 🙂