Odkąd gruchnęła wieść o bezwizowym wjeździe do białoruskiego Grodna, ruch graniczny znacząco wzrósł. Wystarczy wykupić pięciodniowe ubezpieczenie, turystyczny voucher za 50 złotych i możemy jechać! Czym? A może by tak: rowerem?

wjazd na Białoruś granica w Kuźnicach

Witajcie na Białorusi!

Do Grodna z Polski można dostać się tylko jednym przejściem granicznym: przez Kuźnicę Białostocką. Zła wiadomość dla wielbicieli kolei: póki co, nie da się wjechać bez wizy pociągiem. Wszyscy ci, którzy tego próbowali, zostali zawróceni z granicy. Pozostaje nam więc tylko samochód lub rower. Ewentualnie pieszo.

W tym roku przekroczyłam granicę właśnie na rowerze. Przyznam, że dla mojej dwukołowej “Rakiety” był to pierwszy wypad tego typu. Nigdy nie jechałam za granicę w ten sposób. Tym bardziej na Białoruś. Zbliżając się do Kuźnicy, w głowie miałam szereg pytań: czy nie każą mi odpinać całego bagażu, czy nie będą chcieli wiedzieć, gdzie zamierzam spać z tym namiotem i – najważniejsze – jak wygląda droga do Grodna i czy w ogóle będę mogła pokonać ją rowerem i nie zginąć pod kołami szalonych, białoruskich kierowców?

Przekraczanie granicy

– Dziewuszka! A wy dokąd?!
Z samym przejechaniem granicy na rowerze nie ma żadnego problemu, o ile się pamięta, żeby trzymać się toru przeznaczonego dla kierowców samochodów osobowych, a nie ciężarówek.
Kiedy już wróci się na prawidłowy szlak, dojrzeć można wielu innych rowerzystów. Jazda na dwóch kółkach do bezwizowej strefy to częsty wybór mieszkańców przygranicznych miejscowości, którzy odwiedzają rodziny lub jadą na zakupy.
Nie ma też żadnego problemu z kontrolą bagażu. Uwagę pograniczników zwrócić mogą ewentualnie zapasy żywności, lecz zazwyczaj nie wymagają wywracania bagażu do góry nogami.
Żeby wjechać do bezwizowej strefy, trzeba mieć pozwolenie z agencji turystycznej, ubezpieczenie oraz odłożone pieniądze – 23 euro na każdy dzień pobytu, w dowolnej walucie (dane na 2017 r.). Dwa pierwsze dokumenty są bezwzględnie sprawdzane, do portfela nikt mi nie zaglądał – i nie znam nikogo, kto tego doświadczył.

Dojazd do Grodna i nawierzchnia

Po przekroczeniu granicy czeka nas 20 kilometrów trasy do Grodna. Muszę przyznać, że jadąc na Białoruś myślałam stereotypami. Widziałam, co się dzieje na ulicach Rosji, więc spodziewałam się, że tu będzie podobnie. Nic bardziej mylnego! Na całej trasie do Grodna nie miałam ani jednej sytuacji, w której groziłoby mi potrącenie. O wiele częściej kierowcy w Polsce mijali mnie o centymetry, czasem niemal zdmuchując mnie z drogi. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że na białoruskich drogach czułam się bezpieczniej – choć oczywiście należy zachować ostrożność, zawsze znajdzie się ktoś, komu się spieszy. Nie jest jednak gorzej niż w Polsce.

Droga od granicy do Grodna ma szerokie pobocze – częściowo żwirowe, miejscami utwardzone. Co prawda asfalt miejscami jest tam wyraźnie gorszej jakości, wskutek czego przy mniejszym ruchu jechałam pasem dla samochodów. Bliżej miasta znajdziemy już legalną ścieżkę rowerową (miejscami połączoną co prawda ze ścieżką dla pieszych), która zaprowadzi nas aż do samego centrum. Jakościowo wygląda to podobnie jak z poboczem – bywa lepiej, ale bywa też gorzej.

Kilka kilometrów przed miastem zaczyna się ścieżka pieszo-rowerowa.

Miłośników jazdy opłotkami uprzedzam, że po zjechaniu z głównej trasy w większości przypadków pożegnamy się z asfaltem i wjedziemy na zwykłą szutrówkę lub polną drogę,

Ogólnie rzecz ujmując, Białoruś jest przygotowana na całkiem bezpieczne przeprowadzenie rowerowych turystów od granicy do Grodna. Nie znajdziecie tu co prawda super nowoczesnej infrastruktury, ale jedzie się całkiem wygodnie. Odkurzajcie rowery i ruszajcie na weekend do naszego wschodniego sąsiada!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o