Ostatnio – trochę przypadkiem – rzuciło mnie do Chełma. Wizyta krótka i spontaniczna, miała jeden, główny cel: zobaczyć najszumniejszą atrakcję miasta, czyli chełmskie podziemia kredowe. Czy warto? I co kryje się pod podłogami miejskich restauracji? 

Mezozoik, kreda. Na terenie Polski znajduje się wielkie morze, na dnie którego odkładają się szkielety drobnych bezkręgowców, które potem przekształciły się w surowiec do bazgrania po szkolnych tablicach. Rzecz jasna, ludzkość, gdy już się pojawiła na ziemi, znalazła dla niego też inne zastosowanie: w budownictwie, malarstwie, wyrobie ceramiki… Chełmianie około XIII wieku obudzili się i przekonali, że pod podłogami mają żyłę białego złota. Zaczęli więc drążyć ziemię i wyciągać kredę, którą handlowali uzyskując całkiem dobre źródło dochodów. Kopalnie w Chełmie były więc kopalniami bardzo samozwańczymi – każdy z mieszkańców wyciągał biały surowiec metodami chałupniczymi, po godzinach, na własną rękę.

Apogeum rycia pod podłogą przypada na wiek XVI. Sąsiad przebijał tunel do sąsiada i tak powoli powstawało podziemne miasto, z kilometrowymi chodnikami. Nie można jednak wiecznie bezkarnie kopać pod miejskimi budynkami – w wieku XVII po raz pierwszy doszło do zawalenia się ulicy. Sto lat później wydano pierwszy zakaz wydobywania kredy. W XIX kolejne. Ba, nakazano nawet wprost zasypanie podziemnych korytarzy. Czy ktoś się tym przejął? Oczywiście, że nie. Chełmianie tłumaczyli się tym, że korytarze są po prostu  ich piwnicami do przechowywania żywności. A po cichu dalej wykopywali kredę, gdyż cały czas było to opłacalne.

Ponoć podczas wojny korytarze służyły mieszkańcom za tymczasowe schronienia – nie były to jednak częste przypadki. Kolejne lata uczyniły z podziemi atrakcję turystyczną – i tak jest do dnia dzisiejszego.

podziemia kredowe

Efekty rycia w ścianach

Betonowa kolumna podtrzymuję salę, w której może zmieścić się cała grupa zwiedzających; to efekt połączenia kilku korytarzy.

Zwiedzanie trwa niecałą godzinę. Odbywa się zawsze w grupie, o określonych godzinach, z przewodnikiem. Udostępniony fragment podziemi ma ponad kilometr. Ciekawostką jest fakt, że do dziś nie odsłonięto wszystkich korytarzy znajdujących się pod miastem.

Podczas zwiedzania można obejrzeć niewielką ekspozycję na temat geologii, historii i archeologii chełmskich podziemi. Dowiemy się nieco o sposobach wydobywania kredy i jej właściwościach. Spotkamy także ducha Bielucha.

Zbiory archeologiczne prezentowane na trasie

podziemia kredowe

Jak się wydobywało kredę

Duch Bieluch to dusza białego niedźwiedzia, który jest zarazem symbolem miasta. Ponoć jego futro ubieliło się właśnie od kredy. Według legendy pomagał on słowiańskim plemionom odganiać najeźdźców. Jak w każdej dobrej opowieści, był on niezwyciężony i niestrudzenie bronił miasta. Ktoś kiedyś zauważył, jak odpoczywa po bitwie między dębami – i taki oto obraz namalowano na herbie miasta.

Duch białego niedźwiedzia mieszka w podziemiach i pomaga zagubionym tam ludziom o dobrych sercach (złych standardowo rozrywa na kawałki). Ponoć spełnia także życzenia. Spotkanie z duchem Bieluchem to obowiązkowy punkt zwiedzania. Przyznać należy, że prezencję ma naprawdę niezłą – szczególnie gdy pojawia się między turystami w ciemności. Jego przemowa skupia się jednak głównie wokół kwestii BHP i zasad poruszania się po korytarzach – jak na odwiecznego ducha spodziewałam się lepszej historii. Niemniej jego zjawienie będzie dobrą atrakcją dla najmłodszych.

Obiekt czynny jest przez cały rok. Zwiedzać go można w grupie, o godzinach 11:00, 13:00 i 16:00 (dodatkowe godziny wejść pojawiają się w sezonie wakacyjnym). Bilet normalny kosztuje 12 zł, ulgowy 9. Będąc w Chełmie zdecydowanie warto odwiedzić podziemne miasto.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o