Nasz wschodni sąsiad jest niczym biała plama. Dla większości Polaków Białoruś to po prostu rosyjska prowincja, z niejakim Aleksandrem Łukaszenką u steru władzy. Czasem ktoś sobie przypomni, że ach, to kiedyś Polska była, że Grodno, że Brześć. Z o wiele większym sentymentem patrzymy jednak w stronę Lwowa i Wilna. Bo co właściwie na tej Białorusi jest? Przed Wami 10 faktów o naszym wschodnim sąsiedzie, których nie usłyszycie w telewizji.

1. Na Białorusi jest obecnie 15% białoruskich szkół. Języki urzędowe są dwa: rosyjski i białoruski. Rusyfikacja w czasach komunistycznych była jedną z najostrzejszych w bloku sowieckim i teraz zbiera swoje ponure żniwo. Większość Białorusinów nawet w domu mówi po rosyjsku i w tym też języku odbywa się nauczanie w państwowych szkołach. Języka białoruskiego dzieci uczą się jak języka obcego. Tylko te 15% prowadzi nauczanie w mowie ojczystej. Natomiast język wykładowy na uczelniach wyższych zależy już od osobistego podejścia wykładowcy.

2. Lapis Trubeckoj to jeden z najbardziej popularnych rockowych zespołów na Białorusi, który przez ostatnie dwa lata był na liście cenzury. Lapis Trubieckoj śpiewali głównie po rosyjsku, ale ich teksty miały często wydźwięk polityczny. W 2014 r. oficjalnie skończyli karierę. Ich ostatnie koncerty zostały odwołane przez władze. Sam lider zespołu podkreślił, że na Białorusi odbywa się kulturowe ludobójstwo. Grupa koncertowała m.in. w Polsce – wielu Białorusinów przyjeżdżało do naszego kraju, aby posłuchać zakazanych piosenek. Obecnie muzycy znowu grają oficjalnie, choć w ramach nowego projektu. Niektórych z nich można usłyszeć w zespole Brutto.

3. Na Białorusi nie ma obowiązku włączania w samochodzie świateł do jazdy dziennej. Obowiązkowe są tylko światła w nocy lub przy trudnych warunkach drogowych. Jeden z moich kierowców, którzy zabrali mnie na stopa twierdził nawet, że obecnie montowanie automatycznego włączenia świateł po przekręceniu kluczyka to spisek producentów żarówek. Kierowcy jeżdżą spokojnie, przepisowo i przepuszczają pieszych. To chyba był dla mnie największy szok przy wjeździe na Białoruś. Myślałam, że będzie podobnie jak w Rosji, lecz było wręcz odwrotnie. Przyczyną takiej kultury na drogach są bardzo wysokie mandaty i kary. Na przykład, bardzo rzadko można spotkać szlabany na przejazdach kolejowych, lecz sygnalizacja wystarcza tu w zupełności. Za przejechanie przez tory mimo czerwonego światła, kierowcy grozi od razu utrata prawa jazdy.

4. W Połocku jest cerkiew, którą pomagały budować anioły. A przynajmniej tak głosi legenda. XII-wieczna świątynia, z przepięknymi, choć już mocno zniszczonymi freskami, związana jest z postacią świętej Eufrozyny. Obok powstał założony przez nią klasztor, funkcjonujący do tej pory. Eufrozyna była połocką księżniczką i pierwszą wschodniosłowiańską kobietą, która zyskała status świętej.

5. Manufaktura w Słucku, która produkowała w XVII wieku słynne pasy słuckie dla szlachty i magnaterii funkcjonuje także i dziś. Rzecz jasna, mieli ponad sto lat przerwy – w wieku XIX, podczas zaborów spadło trochę zapotrzebowanie na jedwabne pasy, warte kilka wsi. Białorusini uważają sztukę ich wyrobu za swoje dziedzictwo i współcześnie, zgodnie z dekretem prezydenta, manufaktura wznowiła działanie. Oczywiście używa się już maszyn zaawansowanych technicznie bardziej niż tradycyjne krosna. Głównym klientem słuckiej manufaktury jest obecnie Turcja.

6. Według mediów średnie zarobki na Białorusi wynoszą 500 dolarów. Tak twierdzi Łukaszenka w oficjalnych wywiadach. Mieszkańcy niezmiennie pytają w komentarzach, gdzie zaginęło ich 300 dolarów.

7. Białoruska opozycja jako swój herb cały czas uznaje Pogoń. Symbol nawiązujący do Wielkiego Księstwa Litewskiego, którego terytorium Białorusi przez wieki była częścią, różni się w szczegółach od herbu Litwy. Został uznany za znak narodowy w 1918 roku, gdy Białorusini mieli krótki epizod budowania niezależnego państwa. Oficjalnie Pogoń zdelegalizowano w 1994 r., zastępując ją herbem nawiązującym w stylistyce do czasów sowieckich. Obnoszenie się z dawnymi symbolami narodowymi (na koszulce, na naszywce itd.) jest nielegalne.

8. Tradycyjne stroje i ręczniki zdobione są czerwonymi, haftowanymi symbolami, z których każdy ma ukryte znaczenie. Korzenie tej tradycji prawdopodobnie sięgają jeszcze czasów przedchrześcijańskich. Są symbole słońca, pieśni, miłości, powodzenia, płodności, radości… Słowem, wszystkich pozytywnych zjawisk i uczuć. Miały być one komunikatem do przyrody i zaklinać dobry los. Zdobione ręczniki wykorzystywano także w obrządkach chrześcijańskich – – dekorowano nimi ikony, zawijano w nie dziecko przy chrzcie, ofiarowywano sobie na weselu. Tradycję tę znano także u nas, na Podlasiu.

9. Autostop na Białorusi działa perfekcyjnie. Wynika to z długiej tradycji wzajemnego podwożenia się. Z niektórych wsi wydostać się można tylko autobusem, który jeździ dwa razy dziennie – stąd wielu miejscowych decyduje się wyjść na drogę i kogoś “złapać”. Jest to dość popularny sposób przemieszczania się.

10. W Mińsku zimą odbywają się zawody w pływaniu pod gołym niebem. Morsowanie to za mało. Do białoruskiej stolicy regularnie przyjeżdżają amatorzy nie tylko zimnej kąpieli w Świsłoczy, ale i pływania w warunkach ekstremalnych.

To tylko garść informacji z białoruskiej codzienności. Dla mnie ten kraj z każdą wizytą staje się coraz bardziej intrygujący i na pewno do niego jeszcze wrócę. Bo warto. Za zasłoną krzyczącej polityki kryje się jeszcze wiele przemilczanych historii, ciekawych ludzi i nieodkrytych miejsc.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o