O pakowaniu plecaka napisano już wiele. Na podróżniczych blogach znajdziecie garść porad, jak skondensować ubrania, jak zaoszczędzić miejsce, jak dokonywać selekcji rzeczy. W podróż powinno się zabierać tylko przedmioty niezbędne. Szczególnie w przypadku dalekich, wielomiesięcznych wojaży, minimalizm jest w cenie. Rezygnujemy z zapasowych butów, z kolejnej koszulki, rozważnie dobieramy jedzenie. Nic zbędnego. Czasem jednak warto wziąć jakiś drobiazg, który ubarwi lub ułatwi naszą podróż. 

1. Instrument muzyczny

Coś niedużego, najlepiej harmonijka. Piszę to, choć nie jestem wirtuozem – nic a nic. Słoń mi nadepnął na ucho, zdolności wokalne zerowe. Jednak harmonijkę zabieram choćby po to, aby gdzieś tam, na bezdrożu, gdy będę sama, pouczyć się tego i owego. Poza tym podróżny z instrumentem jest postrzegany inaczej. Łatwiej do niego zagadać, łatwiej się uśmiechnąć. Bo kto nie lubi muzyki? Można nie umieć grać, ale słuchać uwielbia każdy. Znam też przypadki, gdy ludzie w podróży zarabiali na swoim amatorskim graniu. Da się? Da się.

2. Reklamówki i taśma

Torby foliowe wszelkiej maści. Absolutnie niezbędne. Poupychane po bocznych kieszeniach plecaka. Do czego? Do wszystkiego. Do pakowania ubrań – łatwo można wtedy sobie posegregować odzież. Do zawijania książki lub dziennika, żeby nie zamókł. Z resztą, wszystko warto owinąć foliową torbą, bo nie wiadomo, jaką tak naprawdę wytrzymałość na nieustający deszcz ma nasz plecak – zwłaszcza, jak się zgubi pokrowiec na niego. Poza tym, kto wie, czy aby na pewno dobrze go zaimpregnowaliśmy? Z pomocą torby foliowej można też uszczelniać namiot, a w razie potrzeby, gdy mamy mokre buty, nałożyć je na skarpety. Gorąco i brak przewiewu? Owszem, ale z dwojga złego to lepsza opcja, szczególnie jeśli nie mamy gdzie się wysuszyć. Podobnie działa taśma izolacyjna – skleimy z niej dodatkowe skarpety, naprawimy pałąk od namiotu, a od biedy także rower i sandały.

3. Podłużne balony

Moje odkrycie sprzed dwóch lat. Do każdych ludzi łatwiej jest dotrzeć przez… dzieci. Dzieci nie mają tylu barier co dorośli. Nie czują się niezręcznie. Nie mają uprzedzeń. Są ciekawe. Można z nimi zawsze znaleźć wspólny język, nawet jeśli mówią tylko po mongolsku. Wszystkie dzieci kochają balony, a jeśli dostaną skręcone z niego zwierzątko – to już pełnia szczęścia! Najlepszy łamacz barier, jaki zdarzyło mi się nosić w plecaku.

balony

4. Mapa Polski i pocztówki

O tym, że warto jest zostawić tubylcom jakąś pamiątkę, wiadomo nie od dziś. Dobrze jest także mieć pocztówki do pokazywania. Na ich podstawie, choćby i gestami, można opowiedzieć, jak wyglądają u nas miasta i zabytki. Ja dodatkowo pokazuję też mapę naszego kraju. To dobry pretekst, żeby nasi gospodarze mogli jakoś sobie wyobrazić nasz kraj – gdzie są góry, jaka jest największa rzeka i gdzie w ogóle leży ta cała Warszawa. Kiedy jedziemy w podróż warto pamiętać, że miejscowi są tak samo ciekawi nas jak my ich.

5. Barszcz instant

Serio. Jasne, że herbata to podstawa, ale barszcz w proszku starcza naprawdę na długo i bardzo dobrze rozgrzewa. Jeśli więc wybieracie się w jakieś mroźne tereny, naprawdę warto go spakować. Poza tym, jest świetnym pretekstem do rozpoczęcia rozmów o polskiej kuchni.

A co Wy zabieracie w podróż? 😉

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Magda Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda
Gość

Barszcz instant- najlepszy! 🙂 My w tym roku, na jesień wybieramy się w Bieszczady z dziećmi, więc zapewne parę rzeczy więcej nam się przyda. Zupki rozgrzewające, termosy, kabanosy, batoniki, chusteczki nawilżające, płaszcze przeciwdeszczowe to podstawa. Zabieramy również ze sobą gitarę na wieczorne ogniska- jest bardzo klimatycznie. 🙂 Pozdrawiam.