Pomysł na majówkę? Nad morze ciągle jeszcze za chłodno, Mazury zaplanowane na wakacje… A może w góry? I może spróbować na chwilę odłożyć na bok wypady w Beskidy, Bieszczady i Tatry i sprawdzić, co oferuje nasz wschodni sąsiad?

Czarnohora. Pasmo Karpat, leżące niedaleko rumuńskiej granicy. Dlaczego tam? Dlaczego nie nieco bliższe i bardziej popularne Gorgany? Bo zobaczyłam kilka zdjęć stamtąd i stwierdziłam ”ja chcę tam”. Od słów do czynów, ruszamy więc! Najłatwiej dostać się w góry przez Iwano-Frankiwsk – prawdziwą bazę wypadową dla turystów górskich. Miasto nie dość, że piękne, ma dodatkowo podróżniczy klimat; na ulicy gra muzyka, a w centrum możemy minąć ludzi z plecakami, kijami (zarówno trekkingowymi, jak i tradycyjnymi, karpackimi – drewnianymi), z twarzami spalonymi od słońca i wiatru. Z Iwano-Frankiwska dojedziemy do górskich miejscowości, takich jak Werchowyna lub Worochta, a także wrócimy do domu – regularnie odjeżdżają stąd autobusy do Warszawy, Poznania, Krakowa, Wrocławia lub Rzeszowa.

My ruszamy w góry, do wsi, gdzie kończy się zasięg, a pani w sklepie podliczy nam należność za bryndzę i kiełbasę na wielkich, drewnianych liczydłach.

Majówka w Czarnohorze – tu ówdzie jeszcze zalega śnieg.

Cerkiew w Dzembronii

Co warto zobaczyć?

Czarnohora jest piękna sama w sobie – cudowne szczyty pokryte połoninami, górskie jeziora i historia obecna na każdym kroku. Przez pasmo przebiegała granica między II Rzeczpospolitą a Czechosłowacją, czego świadectwem są słupki graniczne widoczne na górskim grzbiecie. O polskiej przeszłości przypomina też przedwojenne obserwatorium na Popie Iwanie – tak zwany “Biały Słoń”, w którym stacjonował też Korpus Ochrony Pogranicza. Podczas II wojny światowej budynek został ewakuowany i ostrzelany. Dziś jest obiektem współpracy polsko-ukraińskiej – rozpisano szereg projektów na jego remont. W odnowionym budynku ma się znaleźć nowoczesne obserwatorium, ośrodek badań naukowych, baza noclegowa dla studentów na praktykach, punkt służb ratowniczych oraz schronisko turystyczne. Szumne otwarcie miało oficjalnie miejsce w zeszłym roku (2017), choć prace posuwają się dość wolnym tempie. Póki co zrealizowano tylko jeden z celów – posterunek górskich ratowników, zorganizowany ponoć dzięki wsparciu bieszczadzkiego GOPR.

pop iwan

Przedwojenne obserwatorium na Popie Iwanie

Wędrując po grzbiecie Czarnohory, można dostrzec także ślady walk stoczonych podczas I wojny światowej – są to głównie okopy przygotowane przez żołnierzy jako ostatnia linia obrony. Znaleźć można również ślady po przedwojennych polskich schroniskach turystycznych – jak choćby fundamenty budynku należącego do warszawskiego AZS w drodze do Popa Iwana.

azs warszawa

Ruiny polskiego schroniska

Ważne są także walory przyrodnicze Czarnohory: jej cechą charakterystyczną są jeziorka polodowcowe – na trasie od Popa do Howerli znajdziemy ich dwa: Brebenieskuł oraz Jezioro Niesamowite (naprawdę niesamowite!), a także piękne doliny Prutu i Czeremoszu, bukowy las wpisany na listę UNESCO jako pierwotny oraz towarzyszące niemal przez całą drogę kwitnące krokusy.

Jezioro Niesamowite naprawdę jest… niesamowite

Trasę po grzbietach można zakończyć na Howerli – najwyższym szczycie Ukrainy. Podejście jest bardziej wymagające niż dotychczasowa wędrówka, lecz cały czas jest to trekking, a nie wspinaczka. Dobrze jest sprawdzić wcześniej pogodę – widoki ze szczytu są bajeczne, lecz z uwagi na zachmurzenie nie zawsze je zobaczymy. Watro też pamiętać, że Howerla, jako najwyższy szczyt kraju, jest bardzo popularna i na pewno nie będziemy się na niej cieszyli krajobrazem w samotności.

Howerla na horyzoncie. Drogę wyznaczają stare słupki granicy polsko-czechosłowackiej.

Turyści szturmują Howerlę z każdej strony.

Howerla to dla Ukraińców święta góra. Nie zabraknie tu symboli narodowych, takich jak tryzub lub obelisk w barwach narodowych.

Szlaki

Idziemy pod górę już drugą godzinę. Wokół tylko las; gdyby nie mapa* i wskazówka karpackiego górala (”Panie, a tam to dojedziemy?” ”Tak, tak, musicie iść ło tam, ooo!”) nie wiedzielibyśmy, czy to dobra droga. Teoretycznie jest to szlak turystyczny, lecz w praktyce. oznaczenia pojawiają się mocno epizodycznie. Dojście czarnym szlakiem od Bystrzycy do schroniska zwanego Chatką u Kuby bez mapy i jako-takiego rozeznania w terenie jest niemożliwe – oznaczenia przez większość drogi są właściwie niewidoczne. Podobnie przy niebieskim, prowadzącym na Smotrycz, do Uchatego Kamienia i pod Popa Iwana – pojawia się mniej więcej w połowie drogi. Nieco lepiej jest już kiedy wędrujemy granią – od Popa do Howerli i dalej – jest to szlak czerwony i oznaczenia są dobrze widoczne. Choć to nieco ironiczne, bo jak już człowiek wdrapie się na ten grzbiet, to może spokojnie iść jak po sznurku, szczególnie, że po drodze ma stare słupki graniczne sprzed wojny, które dodatkowo są ponumerowane i zaznaczone na mapie. Wiosną i latem zgubienie się na tej trasie to już spory wyczyn.

Szlaki znakowane były głównie przez… Polaków i działające na terenie towarzystwa karpackie. Cieszmy się, że są jakiekolwiek! Jednak jeśli ktoś planuje przejść się trasą niestandardową, mapa i kompas są niezbędne.

I wszystko jasne.

Baza noclegowa

Zakwaterowanie jest dostępne u prywatnych gospodarzy w większości wsi i miasteczek położonych w czarnohorskich dolinach. Zwykle nie stanowi problemu znalezienie noclegu w cenie ok. 25-40 zł za noc.

Jeśli jednak planujemy wędrówkę przez góry, trzeba wyposażyć się w namiot. Na mapie znajdziemy zwykle oznaczenia sugerujące, w których miejscach można biwakować – choć miejscowi turyści rozbijają się także poza nimi i nie stanowi to problemu. Normą jest także palenie ognisk – w wielu miejscach znajdziemy nawet ułożone z kamieni paleniska. My nocowaliśmy przy ruinach schroniska AZS Warszawa oraz obok Jeziora Niesamowitego. W żadnym z tych miejsc nie byliśmy sami – Ukraińcy bardzo licznie wędrują po swoich górach, a nie brak i naszych rodaków.

Nasz obóz w drodze.

Opcją rezerwową są także pasterskie chaty lub zadaszenia dla zwierząt, które czasem można znaleźć w pobliżu szlaku. Prowizoryczne prycze ostawiono też w remontowanym budynku obserwatorium na Popie Iwanie.

Na mapie znajdziemy także dobrze oznakowane źródła, z których można czerpać wodę. Co szczególnie przydatne, zwykle takie punkty znajdują się również przy miejscach nadających się do biwakowania.

Ogromnym minusem tej pozornej wolności są niestety… sterty śmieci. Niemal na każdym campingu – oficjalnym lub dzikim – znajdziemy sterty butelek i przepalonych puszek po konserwach. Smutny to widok, a sama straż leśna dopiero od niedawna prowadzi kampanię przeciwko śmieceniu na szlaku. Miejmy nadzieję, że w przyszłości zacznie się to zmieniać.

Pozostaje jeszcze kwestia schronisk turystycznych – i tu niestety, należy już bardzo ostrożnie podchodzić do oznaczeń na mapach. My mieliśmy okazję sprawdzić, jak wyglądają te znajdujące się teoretycznie przy zejściu z Howerli, przy drodze do Łazeszczyny. W praktyce nigdy ich budowa nie została zakończona. Noclegu można szukać u miejscowych gospodarzy, ewentualnie w samej Łazeszczynie. Jak wyglądają pozostałe? Tego nie wiem, ale na pewno warto przed wyruszeniem przeanalizować trasę i sprawdzić w Internecie, czy na pewno funkcjonują.

Obiektem godnym polecenia i z niewątpliwym klimatem jest natomiast znajdująca się niedaleko Bystrzycy i Dzembronii Chatka u Kuby – schronisko prowadzone przez Polaka zafascynowanego ukraińskimi Karpatami, który kilkanaście lat temu kupił huculski dom i przyjmuje turystów. Dom pełni funkcję mini-muzeum – Kuba, gospodarz, stara się, aby jak najwięcej elementów było oryginalnych. Ostatnim epizodem związanym z pierwotnymi mieszkańcami było wesele, które odbyło się tam w latach osiemdziesiątych. Potem dom stał pusty, dopóki nie natrafił na niego Kuba.

chatka u kuby

Chatka u Kuby wita!

Wewnątrz można się przenieść w czasie o dobre sto lat.

Chatka jest po remoncie, więc zachowując klimat jednocześnie jest w pełni wyposażona, ciepła w środku, z drewnianymi, solidnymi pryczami i spełnia wszelkie normy bezpieczeństwa budowlanego 😉 Ponadto, jak na górską chatę, warunki są w niej niemal luksusowe – bieżąca woda i kuchenka gazowa eliminują problemy z noszeniem wody i rąbaniem drewna. Nocleg w chacie kosztuje ekwiwalent 7 dolarów (w dowolnej walucie). Zanim się tam wybierzecie, sprawdźcie czy Kuba jest na miejscu – zwykle sezon zaczyna w maju i kończy we wrześniu/październiku. Zimą chatka otwiera się tylko na Sylwestra.

Widok z chatki po wiosennej burzy.

Czarnohora to świetna opcja na weekend majowy – akurat, żeby zobaczyć, zapoznać się i zakochać od pierwszego wejrzenia. I aby potem myśleć tylko o powrocie:) Wszak zostało jeszcze tyle gór do zdobycia!

Wracać? Wracać!

*Używałam mapy turystyczno-nazewniczej wydawnictwa Ruthenus, opracowanej przez Mateusza Trolla i Wojciecha Krukara; Krosno 2013, 1:50 000.

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Monika RadzikowskaKarolina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina
Gość

oooch moje wielkie marzenie… Czarnohora, Howerla, Chatka u Kuby!
wrócę do tego wpisu jak nareszcie nadejdzie czas na jego realizację 😉 pewnie o coś wtedy jeszcze dopytam!