W Internecie pełno jest poradników, co warto zobaczyć w mieście Lwów. I faktycznie, kiedy się tam jedzie, trudno jest ominąć główne atrakcje. Z resztą, wcale nie jest to konieczne – kiedy już w wyobraźni usuniemy tłumy turystów, Lwów jest naprawdę piękny i ma bardzo wiele do zaoferowania. No to testujemy – co polecają blogerzy?

Witajcie we Lwowie!

Stare Miasto i rynek

Chyba punkt obowiązkowy w każdym mieście, którego korzenie sięgają średniowiecza. Jeśli wierzyć przewodnikom, we Lwowie znajduje się prawie pięćdziesiąt procent zabytków architektury całej Ukrainy. Najstarsze kamienice stojące przy rynku pochodzą z XVI wieku i dziś w większości dalej pełnią funkcje mieszkalne – pomijając parter, gdzie standardowo rozsiadły się lokalne usługowe i restauracje. Budynki mają też swoje legendy i historie – na przykład Czarna Kamienica, która podobno swój nietypowy kolor zawdzięcza eksperymentom alchemicznym pewnego czarnoksiężnika. Z kolei w innej miała mieszkać kobieta-demon, która była w stanie omotać każdego mężczyznę. Dopiero kiedy znalazł się lekarz zdolny oprzeć się jej wdziękom, zjawa opuściła Lwów.

Zakamarki Starego Miasta

Polskie akcenty

Lwów na każdym kroku pokazuje, że nie jest szarym, bezbarwnym miastem.

W centrum rynku znajduje się ratusz – obecna bryła pochodzi z XIX wieku. Zbudowano ją po zawaleniu się poprzedniej, renesansowej. W katastrofie budowlanej miało wówczas zginąć osiem osób. W ratuszu znajduje się też centrum informacji turystycznej, a ponadto, za 30 hrywien, można wjechać na ostatnie piętro wieży i obejrzeć panoramę miasta, po drodze zwiedzając mechanizm zegara. Lwów warto podziwiać z wysokości – choć zamiast wjazdu na wieżę, są też inne, może nawet ciekawsze opcje (patrz niżej).

Warto też przejść się po staromiejskich kościołach. Znajdziecie tu między innymi katedrę katolicką, pod którą kamień węgielny podkładał jeszcze Kazimierz Wielki, a Jan Kazimierz Waza składał w niej słynne śluby lwowskie podczas najazdu szwedzkiego. Natomiast najbardziej egzotyczną świątynią w mieście jest niewątpliwie katedra ormiańska.

Miasto z zamkiem bez zamku i ze schowaną rzeką

Najwyższym punktem Lwowa jest Kopiec Unii Lubelskiej, usypany w 1869 roku na szczycie wzgórza Wysoki Zamek, gdzie z dawnej twierdzy Kazimierza Wielkiego pozostała jedna, szczątkowa ściana. Zainteresowani stoiskiem z kwasem naprzeciwko mogą ją wręcz przegapić. Droga na szczyt nie jest szczególnie trudna, a panorama skupia setki  turystów zarówno w ciągu dnia jak i w ciągu nocy.

Lwów jest także miastem z rzeką, która została… zamurowana. Na starych rycinach można jeszcze zobaczyć drewniane mostki przerzucone przez rzeczkę Pełtew, która w XIX wieku była już bardzo mocno zanieczyszczona. Władze austriackie zarządzające wówczas miastem zdecydowały więc o włączeniu Pełtwi w… system kanalizacji Lwowa. I tak to dzisiaj rzeka, na którą niegdyś Daniel Halicki ulokował gród Lwa, płynie pod asfaltem Prospektu Svobody.

Muzea

Na Starym Mieście znajdziecie wiele różnych muzeów – przede wszystkim Muzeum Historyczne, które zajęło kilka kamienic; prezentuje ono też wnętrza ”królewskie”, w których miał zatrzymywać się król Jan III Sobieski, kiedy bawił we Lwowie.

Ja chciałam Was zachęcić do odwiedzenia Muzeum Apteki – znajduje się ono w… starej aptece przy rynku. Po wejściu do środka, zbliżamy się do okienka, ale zamiast o aspirynę prosimy o możliwość obejrzenia ekspozycji. Pani kasuje nas na 30 hrywien, po czym otwiera drzwi prowadzące na zaplecze. Tam możecie zobaczyć stare pojemniki na lekarstwa, naczynia, wagi, maszyny do produkowania tabletek, kasy sprzed stu lat i inne eksponaty. Dalej znajdziecie też nieco informacji o historii medycyny oraz o słynnych lekarzach. Jednak tym, co mnie najbardziej urzekło w Muzeum Apteki jest… budynek (podobnie czułam się w paryskiej galerii Orsay – przesyt sztuki malarskiej nadrabiałam podziwianiem budynku, który był dawnym dworcem). Jest to stara kamienica, gdzie na podwórku mijamy stare rzeźby i suszące się na podwórku pranie. Dla samych wnętrz i tego właśnie podwórka – warto.

Wnętrza muzeum apteki

Knajpy i restauracje

Lwów jest miastem słynącym z nietypowych lokali. Są amatorzy, którzy przyjeżdżają tu głównie po to, aby włóczyć się po obiektach gastronomicznych. Tym bardziej, że dla turysty z Polski ukraińskie ceny są bardzo przyjazne. Obiad w centrum można zjeść już za ok. 12-15 zł i zazwyczaj w tej cenie wypijemy jeszcze kawę.

Słynne są tradycje śniadań w restauracji Baczewski, gdzie płacimy na wejściu 120 hrywien (ok. 16 zł) i do dyspozycji mamy szwedzki stół. Wybór dań jest podobno ogromny, a całości dopełnia wystrój w stylu oranżerii. Niestety, aby się tam dostać, trzeba ustawić się w kolejce jeszcze przed otwarciem – mnie się ta sztuka nie udała;) Zawsze można jednak pójść do pobliskiego, nie tak zatłoczonego, ale serwującego smaczne dania Atlasa. Już sam wystrój jest interesujący i przywodzi na myśl dwudziestolecie międzywojenne. To tutaj miało powstać wiele utworów literackich, to tu spotykali się artyści i politycy tamtej epoki: Tadeusz Boy-Żeleński, Kazimierz Grus czy Jan Kasprowicz.

Nawiązujące do polskości eleganckie restauracje to jednak nie punkt główny kawiarnianych osobliwości Lwowa. Miasto i jego przedsiębiorcy postawili na lokale charakterystyczne i zapisujące się w ludzkiej pamięci na długo. I tak, znajdziemy tu ”kryjówkę” masonerii, kawiarnię ”Poczta” z wielką kolekcją pocztówek starego Lwowa, ”Lampę gazową”, czyli restaurację przypominającą postać Ignacego Łukasiewicza, wynalazcy lampy naftowej czy wreszcie ”Dom Legend”, gdzie każde piętro przeniesie was w inny świat, a na dachu znajdziecie latającego trabanta.

dom legend

Trabant zaparkowany na dachu ”Domu Legend”

Obiad na dachu

Ignacy Łukasiewicz i jego lampy

Warto też zajrzeć do znajdującej się przy rynku kopalni kawy, gdzie właściciele stworzyli złudzenie wydobywania cennych ziaren spod… ziemi. Podczas zwiedzenia dostaniecie nawet kask na głowę! A wszystko to z powodu Franciszka Kulczyckiego, który po wygranej bitwie z Turkami założył tu pierwszą w mieście kawiarnię. Od tej pory Lwów kawą stoi i widać do na każdym kroku.

Oprowadzanie z przewodnikiem

Jakkolwiek zwykle jestem fanką poznawania miasta poprzez pałętanie się bez celu, muszę przyznać, że Lwów w kwestii zorganizowanych spacerów z przewodnikiem stanął na wysokości zadania. W mieście działa standardowy free walking tour, choć ja osobiście skorzystałam tym razem z innej opcji – oferty biura “Kumpel“. Można z nimi obejrzeć staromiejskie kościoły, cmentarze lub wybrać się na niestandardowe zwiedzanie Lwowa – z dachów. Podczas spaceru można wejść na cztery dachy, gdzie, podziwiając panoramę, możemy posłuchać o historii miasta. Jako, że ostatnio głównymi turystami na Ukrainie są nasi rodacy, przewodnicy prowadzą wycieczki po polsku. Koszt takiej wycieczki to 200-250 hrywien.

lwów

Lwów z perspektywy nieco wyższej

W tle – zielona góra z zamkiem, którego nie ma.

Podwórko zgubionych zabawek

Atrakcja alternatywna, która jest już na tyle szeroko opisywana na blogach podróżniczych, że nawet google ją lokalizuje.

Podwórko położone jest niedaleko starego rynku – ciekawostka: główny rynek staromiejski jest nowym rynkiem. Stary jest niepozornym skwerem z ławeczkami, w nieturystycznej części miasta i nawet sami mieszkańcy, pytani o drogę, miewają problemy z jego zlokalizowaniem. Samo podwórko niczym się nie różni od pozostałych wokół – oprócz faktu, że leżą na nim porzucone zabawki. Głównie pluszaki, choć znajdziemy też kilka plastikowych ciężarówek i samochodzików. Podobno ktoś kiedyś zostawił tu jedną zabawkę, a potem mieszkańcy zaczęli znosić kolejne. I kolejne, i kolejne… I tak, zmoknięte i nieco sfatygowane misie patrzą na nas z parapetu, z piaskownicy, ze starego regału stojącego pod murem. Na środku tego całego bałaganu znajduje się huśtawka, jakby dopełniając nastroju zabawy. Choć kiedy jest się jedynym zwiedzającym w okolicy, całość wygląda nieco dziwnie i strasznie…

Podwórko zgubionych zabawek…

Opera Lwowska

Ostatnio wśród turystów z Polski odwiedzenie opery we Lwowie stało się jednym z punktów obowiązkowych. Dlaczego? Czyżby nasi rodacy nagle zapałali miłością do zagranicznej sztuki wyższej? Powód jest o wiele bardziej prozaiczny: cena.

Kupując bilet 2-3 dni przed spektaklem możemy zapłacić nawet 16-25 zł. Dla Polaka cena wręcz śmiesznie niska, a Opera Lwowska należy do czołowych oper europejskich, dlatego też można się pochwalić odwiedzeniem jej za stosunkowo niewielkie pieniądze. Biorąc to wszystko pod uwagę, nie dziwi fakt, że na publiczności słychać głównie język polski i w tym języku coraz częściej powstają też programy, które kupimy za… polskie złotówki. Ponadto spektakl daje przy okazji możliwość zwiedzenia budynku. Zbudowany w XIX wieku zachwyca przepychem niczym niejeden pałac.

Istnieje też możliwość odpłatnego zwiedzenia opery, bez kupowania biletu na spektakl. Jeśli ktoś nie jest miłośnikiem tego typu sztuki (albo nie ma ochoty sprawdzać, czy jest), warto zainwestować chociaż w to; wnętrza są zdecydowanie godne uwagi.

Opera Lwowska

Bazary

No i na koniec – targi staroci. Oprócz stoisk z rękodziełem i turystycznymi pamiątkami, znajdziemy także handlarzy przedmiotami wykopanymi na strychach u babci. Samowary, stuletnie zegary, stare aparaty, zakurzone ikony, moździerze, odznaczenia z drugiej wojny światowej oraz te za wzorową pracę ku chwale proletariatu, przypinki sprzed pół wieku, młynki do mielenia produkcji polskich firm, które już dawno nie istnieją, części mundurów, szklanki, karafki i wiele innych przedmiotów dużo starszych od nas. Kilka takich stanowisk znajdziemy na targu w pobliżu opery, a prawdziwe królestwo wielbicieli starych książek, pocztówek i map – tuż przy Placu Muzealnym.

Możesz kupić wszystko

Lwów można zwiedzać na wiele sposobów: z przewodnikiem albo bez, tułając się po mniej uczęszczanych zakamarkach Starego Miasta, szukając podziemnej rzeki, łażąc po dachach albo buszując wśród stuletnich książek. Niezależnie od tego, który ze sposobów wybierzemy, Lwów zachwyca – wszelkimi dostępnymi atrakcjami.

 

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Karolina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina
Gość

o kurcze.. pierwsze słyszę o tym podwórku zapomnianych zabawek, a we Lwowie byłam juz z trzy razy, i myslalam, ze wszystko co ciekawe juz widzialam… a jednak – nie 😉
poszukam koniecznie przy kolejnych odwiedzinach tego miasta, dzięki! 🙂