Litwa – Wilno, Kiejdany, Troki, wycieczki objazdowe, pielgrzymki do Ostrej Bramy, Wielkie Księstwo… Przeciętny Polak zapytany o naszego bałtyckiego sąsiada potrafi wymienić kilka charakterystycznych zabytków, ba, nawet coś tam z lekcji historii sobie przypomni. Jeśli jednak sięgnąć dalej na wschód, do dalszej części Pribaltiki – o, tam już zaczyna się prawdziwa czarna dziura! Jeśli myślicie o wyjeździe do  nabałtyckich krajów i wahacie się, czy warto, bo kompletnie nie wiecie, czego się spodziewać – przeczytajcie. 

lahemaa bagna Viru

Poranek w parku narodowym Lahemaa

Coś tam ze szkoły

Nie byłam wyjątkiem. O Łotwie wiedziałam, że stolica to Ryga, a w Estonii potrafiłam wymienić nawet dwa miasta: Tartu i Tallin. Jak się dobrze zastanowiłam, to więcej wiedziałam o archeologii tych krajów niż o jakiejkolwiek późniejszej historii. Wszystko od średniowiecza wzwyż było dla mnie czarną dziurą. A, i że Inflanty. To chyba gdzieś tam? Że wojny o to były. Tak. To chyba tyle.

Kupiłam mapę, którą zgubiłam już na początku trasy, i przewodnik, który szczęśliwie wrócił ze mną do Polski. Zaczęłam czytać i dowiedziałam się, że historia Łotwy i Estonii to właściwie historia okupacji. Plemiona bałtyjskie i ugrofińskie, które – odkąd europejskie barbaricum odkryło instytucję państwa – ciągle ktoś najeżdżał i podbijał. A to sąsiedni Litwini, a to krzyżacy, a to Rzeczpospolita Obojga Narodów rozciągnęła swe wpływy, potem na długo rozsiedli się Niemcy, ale wpadły gościnnie rosyjskie wojska. I wojna światowa przyniosła ogólnonarodowe wyzwolenie, w 1918 wszyscy wybijali się na niepodległość, nawet Białoruś zorganizowała jakąś rewoltę, więc Pribaltica też chciała. Parę lat niepodległości, a potem wszyscy solidarnie wpadamy w orbitę sowieckiej władzy. Ot, i tyle, potem wiadomo, upadek komuny, Unia, NATO, jak u nas (polecam Wam animację o historii Łotwy – bardzo obrazowo pokazuje koleje losu).

Lingwistyka leży

Całkiem swojsko, gdyby nie te dziwaczne języki. Po łotewsku trudno nawet wymówić “dzień dobry”, ale ma chociaż jakiś indoeuropejski rdzeń. Po estońsku przywitać się można prościej (terre!), ale cała reszta to już kompletnie inna bajka – więcej ma wspólnego z fińskim (podobno przy dobrej woli Estończyk i Fin mogą się porozumieć bazując każdy na swoim języku).

– Nauczę się tego bałtyjskiego no i co ja potem z tym zrobię? – pytał retorycznie Siergiej, który przyjechał do Rygi do pracy.

Siergiej ma łatwo. Jest Rosjaninem i nie ma problemów z komunikacją w stolicy. Z resztą, na prowincji też nie – lata komunizacji oraz blisko czterdziestoprocentowy odsetek ludności rosyjskiej w łotewskiej populacji robią swoje. Po rosyjsku można się tu dogadać niemal z każdym.

Nieco gorzej jest w Estonii.

– Zobaczysz, przyjedziesz tam i w ogóle się nie dogadasz – ostrzegał mnie Andriejs, który zabrał mnie na stopa do estońskiej granicy – Oni się w ogóle nie uczą języków obcych, ani po rosyjsku się nie dogadasz, ani po angielsku.

Nie uwierzyłam do końca. Andriejs mówił różne rzeczy: o czosnku, który Czyngis-chan zapijał kefirem, o eksperymentach radzieckiej armii i o przedłużaniu sobie życia długopisem. Nie darzył też zbytnią sympatią Estończyków, więc może po prostu kłamał. Kiedy jednak następnego dnia podwoziła mnie kobieta, która nie znała słowa w żadnym obcym języku, musiałam to odszczekać i wrócić do komunikowania się gestami, niczym w Mongolii.

Poziom komunikowania się faktycznie jest trudniejszy niż na Łotwie, lecz tragedii kompletnej nie ma – zwykle w dużych miastach można dogadać się po angielsku, szczególnie z młodymi ludźmi.

– Łotysze uważają nas za ekstremalne powolnych – mówił mi chłopak, z którym jechałam do Tartu – Ale nie znają Finów! Oni to dopiero są powolni! I ten język! Gdybyś go posłuchała!

Punkt widzenia zależy zawsze od punktu siedzenia.

Z tradycją w nowoczesność

Tym, co bezsprzecznie zachwyca zarówno na Łotwie, jak i w Estonii jest przyroda. Nie ma tam żadnych pasm górskich, a najwyższe wzniesienia są porównywane z mazurską Szeską Górą. Mimo to, oba kraje mają niesamowite połacie lasów, wypełnione jeziorami i bagnami. Toż to Finlandia w pigułce! Jednocześnie Estonia jest krajem, który pretenduje do najbardziej nowoczesnych w Europie – bardzo prężnie rozwija się tutaj sieć telefonii komórkowej oraz bezprzewodowy Internet. Jeśli podrążymy temat okaże się, że to właśnie Estończycy wymyślili Skype’a, a wi-fi można tam złapać praktycznie na terenie całego kraju. Estonia – wi-fi w lesie – tak się chwalą swoim postępem technologicznym mieszkańcy w folderach turystycznych. I… mają rację. Mimo wielu ścieżek leśnych i miejsc, gdzie można odpoczywać na łonie natury, praktycznie nigdy nie stracimy zasięgu w telefonie i możemy sprawnie zadzwonić do Polski nawet śpiąc w namiocie na bagnach.

Łotwa i Estonia mają bardzo malownicze parki narodowe z dobrze przygotowanymi ścieżkami turystycznymi. Ja odwiedziłam dwa – Park Narodowy Gauja (Łotwa) oraz Lahemaa (Estonia).

Gauja wziął swoją nazwę od rzeki, która płynie doliną stanowiącą główny obszar chroniony. Warto nadmienić, że jest to nie tylko kompleks przyrodniczy, ale też historyczny. W pobliskiej Turaidzie szlak doprowadzi nas do średniowiecznego zamku; nieco dalej na północny wschód dotrzeć można do miejscowości Kieś, założonej w czasach Stefana Batorego, gdy tereny Łotwy w ramach Inflant zostały na chwilę przyłączone do Rzeczpospolitej; można tam również można zwiedzić muzeum historyczne. Bardzo malownicze jest także miasteczko Sigulda, gdzie dojechać można pociągiem z Rygi i zacząć wędrowanie po parku.

turaida

Park Narodowy Gauja – zamek w Turaidzie

Zabytki z Turaidy

Sama historia turystyki w tym regionie sięga co najmniej 150 lat wstecz. Świadczą o tym najlepiej… napisy na skałach. Graffiti nie jest wymysłem naszych czasów, na ścianach jaskiń i kamiennych bloków piaskowca można zaobserwować podpisy i daty wyryte jeszcze w XIX wieku.

gauja natioanl park

Jaskinia podpisana przez turystów sprzed stu lat

gauja napisy turystów

Podpisy na skale piaskowca

Warto też zauważyć, że Łotysze identyfikują się poprzez pryzmat archeologii; wyraźnie akcentują swoje bałtyjskie korzenie, odmienne od pochodzenia klas wyższych, które przez wieki rekrutowały z ludności napływowej, głównie niemieckiej. Park Narodowy Gauja leży w historycznej Zemgalii, gdzie ludy bałtyjskie mieszały się z ugrofińskimi, co znacząco wpływało na kulturę i wytwory materialne (dla zainteresowanych: polecam wystawę archeologiczną w domu ogrodnika w Turaidzie, obok zamku).

Wiele zabytków z okresu średniowiecza, szczególnie krzyżackich, znajdziemy także w Estonii. Na wybrzeżu można podróżować od jednych ruin zamku do drugich, a także zwiedzać nowożytne niemieckie dworki, zwykle zachowane w bardzo dobrym stanie. Przepiękne są także miasta – Tartu o studenckim klimacie oraz Tallin – wyjątkowa, jedna z najpiękniejszych stolic Europy. Mnie osobiście miasto to przypominało skrzyżowanie norweskiego Trondheim, rumuńskiej Sighisoary i szkockiego Edynburga. Urzekające w swym klimacie, z niemal całkowicie zachowanymi średniowiecznymi murami miejskimi, w których znajdziemy takie perełki jak ukryty ukraiński kościół grekokatolicki, pozostałości po klasztorze dominikanów zniszczonym w trakcie reformacji, a także świetne muzeum w budynku gildii kupieckiej należącej do Hanzy.

Tallin – średniowieczne mury miejskie

Na szczęście jednak nie wszystko jest idealne; estońskim ”gargamelem” w kontekście klimatu miast jest Narwa – miasto-port nad rzeką o tej samej nazwie, o które toczyły się zażarte boje w każdej epoce. Narwa podczas II wojny światowej została niemal doszczętnie zniszczona. Współcześnie zostały odbudowane tylko dwa najstarsze zabytki: ratusz (który swoją drogą wygląda, jakby jednak przetrwał jakąś wojnę) i duński zamek, kupiony później przez krzyżaków. Cała reszta wygląda jak typowe post-sowieckie miasto i, cóż… czuć Rosję. Dosłownie. Poradzieckie bloki, odrapane place zabaw, zaniedbane ulice, rosyjskie napisy. Tym bardziej, że 96% populacji Narwy to Rosjanie (być tam Estończykiem to jak być mniejszością we własnym kraju). Zaraz za rzeką, nad którą stoi zamek, widać wielką twierdzę w Iwangorodzie, która niczym wielki brat patrzy z terytorium rosyjskiego imperium. W Narwie kończy się Unia – teoretycznie dopiero po przejściu przez graniczny most, ale w praktyce – już w mieście.

Narwa

Ratusz w Narwie – na pograniczu estońsko-rosyjskim od razu zepsuła się pogoda

W kontekście przyrody zaś, i tutaj warto zajrzeć do parków narodowych – mnie udało się powędrować nieco po Lahemaa, niedaleko Tallina. Szczególnie godne uwagi są bagna Viru, gdzie kilometrami można wędrować po drewnianej kładce między eutroficznymi jeziorkami. Z kolei na wybrzeżu odnaleźć można tradycyjne rybackie wioski. Ponadto, Estonia ma bardzo skandynawski system, jeśli chodzi o rozbijanie namiotów: w parkach narodowych są wyznaczone miejsca, gdzie jest to możliwe, i zazwyczaj znajdziemy tam także całe zaplecze – sławojkę, zabezpieczone miejsce na ognisko, stolik, czasem nawet jakąś wiatę dla awanturników śpiących bez namiotów (choć w Lahemaa dostępną tylko w jednym punkcie campingowym!), zazwyczaj też drewno, a nawet… drewutnię wyposażoną w narzędzia (tak, tak, i nikt nie kradnie tego na złom!). Szlaki są zwykle oznakowane całkiem nieźle, a ponadto w kluczowych punktach (zaznaczonych na mapie) znajdziemy dobrze przygotowane tablice informujące nas, gdzie dokładnie jesteśmy. Na niektórych odcinkach wytyczono też ścieżki edukacyjne z wiadomościami o lokalnej faunie, florze, a nawet miejscowych wierzeniach i tradycjach.

lahemaa estonia

Park Narodowy Lahemaa

viru bog

W centralnej części bagien Viru możesz wspiąć się na wieżę widokową i spojrzeć na nie z góry

No tak… gdyby ktoś miał wątpliwości – na bagnach nie jeździ się rowerem

Sowiecka Skandynawia

Łotwa i Estonia to przepiękne kraje, gdzie niestety króluje już euro, ale wciąż nie obciąża kieszeni statystycznego Polaka tak jak na przykład wyjazd do Norwegii lub Finlandii. Pribaltika stanowi bardzo ciekawe połączenie krajów postsowieckich z przedsmakiem Skandynawii. To zderzenie dwóch światów ze szczyptą bałtyjskiej historii i krzyżowcami w tle powoduje, że odnajduje się to dziwne “coś”, co powoduje, że chce się tam wracać. Przepiękna przyroda, mądrze zorganizowane szlaki turystyczne w parkach narodowych i klimatyczne miasta – na czele z moim ulubionym Tallinem – to najlepsze wizytówki Łotwy i Estonii.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o