Karelia – północ, rosyjska głubinka, czyli głęboka prowincja, kraina jezior, bliźniaczo podobna do sąsiedniej Finlandii, a jednak diametralnie inna. Są tu zarówno pasterze reniferów, jak i Pomorcy – rosyjska ludność osiadła tu wieki temu. Są zarówno święte miejsca Saamów, jak i prawosławne pustelnie i monastyry liczące sobie kilkaset lat. Są bezkresy bez ludzi, jak i zamknięte wojskowe zony i relikty obozów pracy. Między tym wszystkim – tundra i tajga. Miejsca idealne, aby produkować legendy i mity na skalę przemysłową.

Spokojna rybacka wioska… A to przecież rybacy opowiadają najlepsze historie!

Ci, którzy szumią

Właściwie wszystko zaczęło się od olbrzymów.

Tak przynajmniej twierdzą Saamowie, rdzenni mieszkańcy tych ziem. Saamów można spotkać w Karelii, a także w północnej Finlandii, Norwegii i Szwecji. Według ich wierzeń, zanim ludzie w ogóle się pojawili na świecie, tajga była w posiadaniu Meteliajnerów – olbrzymów, którzy wzięli swoją nazwę od słowa meteli, czyli “szum”. Dosłownie zwali się więc: ci, którzy robią szum. 

Meteliajnery łamały drzewa w lesie i wzburzały wiatr. Dowodem na ich istnienie w przeszłości mają być znajdowane co jakiś czas w zmarzniętej ziemi gigantyczne kości, którzy niedowiarkowie łączą z jakimiś tam dinozaurami.

Młynek szczęścia

Skąd w ogóle wzięła się nazwa: Saamowie? Jedno z wyjaśnień podaje stary epos – Kalevala, gdzie występował magiczny młynek Sampo, potrafiący wyprodukować sól, mąkę i… pieniądze. Sampo wykonał kowal Ilmarinen dla bogini Louhi, opiekującej się światem podziemnym. Jak każdy magiczny przedmiot, wielu się o niego biło, aż w końcu, podczas bitwy, został rozbity na kawałki, ale mimo to zachował swoją magiczną moc.

Jak mówi Kalevala: Jęło mleć to nowe Sampo. Pstre wieczko zakołowało, aż namełło trzy sąsieki: pierwszy z nich, by jeść co było, drugi namełło na sprzedaż, trzeci na zapas od święta.

Kto miał cudowny młynek, ten nie bał się biedy. Podobno i dziś nie brakuje śmiałków, którzy próbują go odszukać.

Gospodarz labiryntu

Kolejną osobliwością Karelii są kamienne labirynty. Niektóre z nich można zobaczyć szczególnie na wyspach – na przykład na Sołowkach lub na sąsiednim archipelagu Kuzova. Kamienie ułożone są zwykle spiralnie, i – jak przystało na przyzwoity labirynt – wyjście jest tylko jedno i jedna droga do niego prowadzi. Archeolodzy, na podstawie znalezisk wokół labiryntów szacują, że pochodzą one z przełomu II i I tysiąclecia p.n.e. i są tożsame z kurhanami odkrytymi na Wyspie Zajęczej oraz na Anzerze (archipelag sołowiecki).

Ciekawa historia wiąże się z wyspą Redkole. Prawdopodobnie była tam pogańska świątynia rdzennych mieszkańców. Dziś znaleźć tam można kamienne rzeźby w kształcie ludzkich twarzy. Kto je wykonał i kiedy? Tego nie wiadomo. W każdym razie, na wszelki wypadek, miejscowi do dziś składają mu drobne ofiary, aby się nie obraził. Bo z odwiecznym bóstwem nigdy nic tak do końca nie wiadomo.

Tajemnicze labirynty Lapończyków

Wikingowie 

Nie brakuje też pozostałości po wikingach. Przybysze ze Skandynawii, założyciele Rusi i pierwszej panującej tam dynastii, swoje centrum na północy lokowali w rejonie Nowogrodu Wielkiego i Starej Ładogi. W tej ostatniej do dziś wznoszą się gigantyczne kurhany kryjące szczątki dawnych wodzów. Tu podobno pochowano kniazia Olega, któremu w młodości stara wiedźma wieszczyła śmierć z rąk… tfu! Z kopyt (?) jego ukochanego rumaka. Kniaź posmutniał, bo jak to, ulubiony koń a tu taka porażka, więc więcej go nie dosiadł, kazał strzec w stajni i ciągle mieć baczenie. I tak pupil Olega dożył swej końskiej starości i padł śmiercią naturalną. Jego szczątki ułożono w pobliżu kurhanów ładożskich, a gdy Oleg pewnego dnia odwiedził miejsce spoczynku swego przyjaciela, kpił z głupiej wróżby i ciesząc się, ze oszukał śmierć, kopnął końską czaszkę. Z pustych oczodołów wypełzła wtedy żmija i śmiertelnie ukąsiła wielkiego wodza.

I tak jak we wróżbie: koń przyczynił się do śmierci Olega. I po co było wiedźmę o zdanie pytać?

Kurhany w Starej Ładodze

Śnieżny Człowiek

Znacie opowieści o Yeti? Ponoć najczęściej można go spotkać w Himalajach, ale to wcale nie stamtąd pochodzi! Jego pierwowzorem ma być Śnieżny Człowiek z Karelii. Od dawna wśród miejscowych rybaków krążą pogłoski o nienaturalnie wysokiej postaci z gęstym owłosieniem, która zawsze majaczy gdzieś na skraju lasu. Śnieżni Ludzie nie powstał jednak na kanwie opowieści z dalekiej Azji, ale ma też swój lokalny pierwowzór. Karelskie mity łączą ich z leśnymi diabłami lub biesami, niektórzy utożsamiają ich też ze słowiańskim leszym, demonem lasu. Zwani są także dzikimi ludźmi – nieco podobnymi do nas, ale żyjącymi w lesie i nie dającymi się podejść.

Kryptozoolodzy są zdania, że Yeti ma genetyczne korzenie… europejskie. Ponoć poddano badaniom włosy przywiezione z Himalajów, rzekomo pochodzące od tamtejszego człowieka śniegu.

Wszelkie źródła co do autorów badań i jakichkolwiek publikacji naukowych są nieznane.

UFO na dnie

I na koniec, paranoiczna perełka – święte jeziora. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo wszak wszelkie akweny skupiały przez tysiąclecia ludzi różnych wierzeń. Święta woda pojawia się w wielu ludach i kulturach. I oczywiście, otaczają je legendy.

Na dnie jeziora Ładoga spoczywają podobno niezliczone skarby, ale jak w każdej opowieści nie jest łatwo je zdobyć – ochraniają je czarownicy i dusze poległych śmiałków. Raz poważył się podjąć skarb kapitan Sigward – wypłynął na środek jeziora i pochłonęła go mgła. Do dziś nie wiadomo, co się z nim stało. W każdym razie – więcej nie wrócił.

Z duchami, demonami i czarami pilnującymi skarbu na dnie miejscowe ludy łączyły barrantidy – dziwne odgłosy, dochodzące z największych głębin. Do dziś straszą one rybaków zapuszczających się na środek świętego jeziora.  Nauka nie wie, co je powoduje. Na początku oczywiście próbowano je tłumaczyć racjonalnie: a to prądy wodne, a to wiatr, a to najbardziej prozaiczny, radziecki powód – kanonada artylerii i eksperymenty wojskowych rakiet. To da się jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Jednak lata ’90 przyniosły przełom – w okolicy jeziora zaczęto widywać UFO. I od tej pory wszyscy byli pewni, że na dnie kryje się ich baza.

Czasem jednak nawet kosmitom przydarzają się wypadki – nad Segozierem, kolejnym świętym akwenem, krążą pogłoski, że UFO rozbiło się tam jeszcze w XVII w.! Latający talerz miał jednak postać zbliżoną do ostrosłupa, a nie do klasycznego spodka (widać przez 300 lat nawet u kosmitów zmieniła się technologia). W każdym razie, przez ten incydent, dziś woda często zmienia temperaturę i zdarza się tam bardzo wiele przypadków utonięcia w niewyjaśnionych okolicznościach.

 

Legendy i przeróżne opowieści piszą się codziennie. Można rzec, że pod tym względem karelskie krajobrazy – tundra i tajga – nie straciły nic ze swoich możliwości snucia przeróżnych historii.

Jakieś potwory na horyzoncie? UFO? Radzieckie rakiety?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o