Kampinoski Park Narodowy – miejsce odpoczynku, idealne na spacer, testowanie biegówek lub dłuższą rozgrzewkę przed wyjazdem w góry. Wędrując czerwonym szlakiem można jednak przy okazji poczuć powiew historii.

Czerwony szlak przebiega przez cały Park i – jakby się uprzeć – można nim wędrować nawet 2-3 dni. My wybraliśmy odcinek kilkugodzinny, który doprowadził nas do miejsc związanych z wojną i polską partyzantką.

źródło: kampinowska.waw.pl

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy od warszawskiej pętli autobusowej przy metrze Młociny. Stamtąd, zależnie od wybranego miejsca startu, można pojechać autobusem 150 do łomiankowskiego Dziekanowa Leśnego lub wybrać na przykład numer 250, która zawiezie nas do Izabelina lub dalej, do Truskawia (Uwaga – od 2018 roku jest to już pierwsza strefa biletowa, więc nie potrzebujecie dodatkowego biletu). We wszystkich tych miejscowościach istnieje możliwość dojścia do czerwonego szlaku. My wybraliśmy wariant pierwszy – ruszyliśmy od pętli autobusowej przy szpitalu dziecięcym w Dziekanowie Leśnym.

Szlak jest dobrze oznakowany i co pewien czas można na nim znaleźć drewniane wiaty przygotowane dla turystów. Idąc w kierunku zachodnim, w stronę Palmir, dotrzeć możemy najpierw do pierwszego przystanku, w połowie legendarnego – do Mogilnego Mostku nad Wilczą Strugą. Związana z nim jest legenda o pewnym wędrowcu, który zaszedł na noc do wsi Pociecha, gdzie został przyjęty w jednym z domów. Mieszkała w nim dziewczyna, która nakarmiła go i przenocowała. Rano wędrowiec ruszył dalej, a dziewczyna, kilka chwil później również wyszła z domu, udając się do kościoła, gdyż była to niedziela. Niestety, gość, który spał u niej tej nocy nie miał dobrych zamiarów: ukrył się w pobliżu mostu w lesie i zabił przechodzącą tamtędy dziewczynę. Dlaczego? Czy był w niej zakochany? Czy może dziewczyna odrzuciła jego zaloty? A może po prostu planował zbrodnię już od początku z jeszcze innych pobudek? O tym legendy milczą. Wiadomo jednak, że morderca ukrył ciało pod stertą gałęzi. Ponoć inni wędrowcy, na pamiątkę cierpień biednej dziewczyny dokładali w tym miejscu swoje patyki, które raz do roku palono. Wierzono, że dzięki temu dusza przeklętego mordercy ma szansę oczyścić się z grzechów. Legenda głosi, że duch do dziś pokutuje w okolicy mostku.

grobla przez bagna

Niecałe cztery kilometry dalej znajduje się kolejne miejsce, mające jeszcze bardziej ponurą sławę. I niestety, tym razem nie jest to legenda, ale historia prawdziwa. Dochodzimy do cmentarza w Palmirach.

Jest to miejsce, gdzie Niemcy podczas II wojny światowej zabili ponad dwa tysiące osób – Polaków i Żydów. Na egzekucje dowożono ich z więzienia na Pawiaku w Warszawie. Często skazańcy mieli ze sobą osobiste rzeczy, nierzadko pakunki lub małe walizki i dopiero w lesie dowiadywali się, jaki spotka ich los.

Ekshumacje rozpoczęto zaraz po wojnie. Cmentarz powstał już w 1948 roku. Niektóre z ofiar udało się rozpoznać na podstawie osobistych przedmiotów, jakie miały przy sobie w chwili śmierci. W lokalizacji zbiorowych mogił pomogły też oznaczenia na drzewach, jakie robili świadkowie tych wydarzeń. Wśród ofiar znalazło się wielu polityków, działaczy (m.in. marszałek sejmy Marcin Rataj, działacz PPS Mieczysław Niedziałkowski) i dziennikarzy, ale też zwykli, prości ludzie, tacy jak robotnicy czy fryzjerzy, nierzadko uwięzieni podczas łapanek na ulicach i rozstrzeliwani w zamian na akcje polskiego podziemia. Jedną z najsłynniejszych ofiar pochowanych na Palmirach był olimpijczyk Janusz Kusociński.

Kampinoski las to nie tylko miejsce straceń, ale też ostoja polskiej partyzantki – i to z tradycją sięgającą XIX wieku! Echem po puszczy i po całym kraju odbił się szczególnie styczniowy zryw narodowy z 1863 roku. Rosjanie, przeczuwając nadchodzące starcie, ogłosili zimową brankę do wojska. Mężczyźni w wieku poborowym, chroniąc się przed nią, uciekali m.in. do Kampinosu, jak pisał anonimowy poeta: Hej, rodacy, kto u wroga nie chce szukać losu, komu święta wolność droga, spiesz do Kampinosu. W lesie urzędował Zygmunt Padlewski ze swoim sztabem, który zajął się organizacją polskiej partyzantki, która na początku powstania liczyła około tysiąca osób. Po klęsce powstania, w Kampinosie dalej działały polskie oddziały, coraz częściej niestety wyłapywane przez Rosjan. Polskich żołnierzy wieszano na drzewach, dla postrachu (jedno z nich, 300-letni dąb, rośnie we wsi Bieliny). Miejscowa ludność opiekowała się powstańczymi mogiłami i chowała skazańców na cmentarzu parafialnym w Kampinosie.

Podczas II wojny światowej, w lesie również toczyły się zażarte walki, szczególnie podczas powstania warszawskiego. Puszcza była jednym z ostatnich bastionów polskich żołnierzy. Wiąże się z tym też niezwykła historia oddziału, który przybył w lipcu 1944 roku do Kampinosu z Puszczy Nalibockiej, czyli z Kresów Rzeczpospolitej (dziś: Białoruś, na zachód od Mińska). Dowódca oddziału, Adolf Pilch, widząc zbliżający się front wschodni i porażki akcji “Burza”, postanowił przetransportować swój oddział do Warszawy. A było to przedsięwzięcie trudne, bo w kraju ogarniętym wojną, między Niemcami a Rosjanami, trzeba było przeprowadzić 600 piechurów, 350 kawalerzystów i 190 wozów! Oddział stał się częścią “Grupy Kampinos” prowadzącej walki w lesie oraz okolicznych wsiach.

Dziś na terenie Palmir można oglądać muzeum poświęcone ofiarom wojny, a także polskim partyzantom – zarówno tym z okresu zaborów, jak i tym z czasów II wojny światowej (wstęp bezpłatny). Ma ono bardzo dobrze przygotowaną ekspozycję, łączącą historię z walorami przyrodniczymi, widocznymi w puszczy na każdym kroku. Na wystawie znajdziemy także wiele przedmiotów i dokumentów, które ułatwiły identyfikację części ofiar hitlerowskich egzekucji.

Muzeum przy cmentarzu w Palmirach

Cmentarz i groby ofiar – rozpoznano szczątki zaledwie ok. 400 osób, pozostali kryją się pod nagrobkami ”NN”.

Z Palmir można się przedostać niebieskim szlakiem do Truskawia. Po drodze można znaleźć kolejne miejsca, gdzie zginęli polscy partyzanci i gdzie stoją pamiątkowe pomniki i krzyże. W Truskawiu znajdziecie pętlę warszawskiego autobusu, który zawiezie was z powrotem do stolicy.

Albo, możecie z Palmir ruszyć dalej na zachód, czerwonym szlakiem. Bo w Kampinosie czeka jeszcze mnóstwo innych historii.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o