Finlandia – Mazury do kwadratu, nieco mniej popularna niż Szwecja z pięknym Sztokholmem i Norwegia ze swoimi górami i fiordami. Kraj stonowanych Finów, pełen śniegu i lasów. Co tam w ogóle jest, że warto jechać? Przed Wami – próbka Finlandii. 

Skąd, dokąd i jak tam się w ogóle dostać?

Telefon zadzwonił w nocy. Odebrałam właściwie przez sen, ledwo odczytując na wyświetlaczu, kto dzwoni.

– Śpisz?

– Nooo…

– Są tanie bilety do Finlandii, lecimy?

To było jakieś cztery lata temu. Zbliżały się studenckie ferie i szukałyśmy z Angeliką jakiegoś miejsca, żeby przetestować zimowanie w namiocie. Ostatecznie do Finlandii nie poleciałyśmy, tylko pojechałyśmy stopem w Karkonosze, a potem zawędrowałyśmy do Konca Sveta, do Czech, śpiąc w paśnikach dla zwierząt, betonowych zabudowaniach dawnych budynków granicznych i walących się ogródkach działkowych. Potem była Islandia, a potem życie trochę inaczej ukierunkowało nasze plany podróży.

Temat jednak wypłynął ponownie – znów zimą.

Ostatnio tanie linie lotnicze otwierają coraz więcej połączeń w kierunku północnym, głównie do Norwegii, gdzie pracuje wielu naszych rodaków. Tymczasem z Gdańska można również dolecieć do fińskiego Turku, choć póki co nie jest to popularny kierunek podróży. Zimą samoloty nie są wypełnione pasażerami, co sprawia że bilety nie drożeją z dnia na dzień. Nasz lot kosztował w jedną stronę 39 zł – czyli taniej niż bilet na pociąg do Gdańska.

Grający most, wielka stokrotka i Dolina Muminków na wyspie, czyli witajcie w Turku!

Na lotnisku w Turku od razu widać, że Muminki są fińskim towarem eksportowym. Pamiętacie tę dobranockę? Książki o małych trollach napisała fińska pisarka, Tove Jansson. Wielki Muminek siedzi na taśmie do odbioru bagażu obok oklejonej naklejkami, sfatygowanej walizki.

Słowo o poruszaniu się po mieście i okolicach: warto kupić bilet dobowy (7 euro) – można to zrobić nawet u kierowcy autobusu. Dzięki temu możecie dostać się z lotniska do miasta, poruszać po nim i dojechać do najważniejszych atrakcji położonych w całej aglomeracji Turku, a nawet wydostać się dosyć daleko na północ, w kierunku najbliższego parku narodowego, o czym nieco więcej w dalszej części tekstu.

Turku to dawna stolica Finlandii. Nie da się go nazwać metropolią, ale jest całkiem przyjemnym miastem. Mosty wygrywają melodie, a w porcie leży wielki… kwiat. Główne atrakcje to zamek, Muzeum Morskie, a także liczne sauny, które są fińską osobliwością – niektóre z nich ulokowane są nad Bałtykiem, do którego można wejść bezpośrednio po opuszczeniu nagrzanego pomieszczenia (ponoć to zdrowo; kiedy idziesz boso po śniegu, pozostaje ci tylko w to uwierzyć).

Wielki kwiat w Turku – czymś trzeba sobie rekompensować tę długą zimę.

Hatifnaty atakują o każdej porze roku!

Jedną z głównych atrakcji w bezpośredniej okolicy Turku jest Naantali, gdzie ulokowano… wioskę Muminków. Dochodzi się do niej po specjalnej kładce, gdyż wbrew opisom Tove Jansson, dolina małych trolli położona jest na wyspie. Znajdziemy tam sporo atrakcji: dom Muminków, chatki innych bohaterów, amfiteatr, labirynt z hatifnatami, a także domek nad morzem. Wioska jest jednak przede wszystkim jednym wielkim biznesem – od wejścia atakują nas sklepy z pamiątkami, kawiarnie oraz kramy niczym z wesołego miasteczka, gdzie można m.in. zakręcić czymś w rodzaju koła fortuny (zapowiada się na formę muminkowego kasyna).

Latem miejsce przyciąga wielu turystów, a między domkami spacerują animatorzy przebrani za postacie z bajki. Zimą ich nie ma, a wszystkie pomieszczenia są pozamykane. Ma to jednak szereg plusów – omija się największą komercję, zwiedza w spokoju, przez co naprawdę można się poczuć jak w bajce, w której zimą Muminki przecież śpią. A poza tym – wstęp do wioski jest darmowy. Latem za bilet trzeba zapłacić kilkanaście euro.

Muminki śpią, Włóczykij wyemigrował, wpadłyśmy więc na zastępstwo.

Do lasu!

Po jednym dniu w Turku ruszyłyśmy do naszego głównego celu, czyli do Parku Narodowego Kurjenrahka. Aby się tam dostać, można pojechać na północ, autobusem do miejscowości Tortinmäki (przy okazji – jeśli liczycie np. na to, że się tam jeszcze zaopatrzycie w jakimś sklepie na drogę, to porzućcie tę nadzieję, bowiem pętla autobusowa znajduje się dosłownie nigdzie). Jest to najbliższe parkowi miejsce, do którego może wywieźć nas komunikacja miejska. Dalej czeka nas ok. 7-kilometrowy marsz lub – co wygodniejsze i całkiem sprawne – podjechanie autostopem. Waszym celem powinien być Kurjenpesa parking – czyli miejsce, skąd można wystartować na przykład na trekking dookoła jeziora Savojärvi.

W punkcie informacji turystycznej w Turku możecie pobrać schematyczną mapkę parku (naprawdę, bardzo schematyczną). Ten sam plan znajdziecie też na tablicach informacyjnych w samym Kurjenrahka. Nieco informacji na temat punktów startowych, tras i zaplecza turystycznego w języku angielskim znajdziecie tutaj.

Schematyczna mapka parku z miejscami campingowymi i ogniskowymi

My zdecydowałyśmy się na marsz dookoła jeziora, a kolejnego dnia – wypad do wieży widokowej w punkcie zwanym Koivusaari. Z racji tego, że Finlandia jest generalnie nizinnym krajem, nie są to szlaki trudne – choć w zimę trzeba się liczyć z opadami śniegu i z brnięciem przez zaspy. Miejscami musiałyśmy brodzić w półmetrowej białej pokrywie. Ponoć w tym roku w Kurjenrahka były rekordowe jak na ostatnie lata opady śniegu!

Zamarzło czy nie zamarzło – oto jest pytanie.

Trudnością, z którą trzeba się liczyć, jest krajobraz. Park Kurjenrahka to przede wszystkim lasy i bagna. Szlak jest dobrze przygotowany i pozwala na pokonanie trasy suchą stopą – na bagnach ułożone są drewniane kładki (dość wąskie), po których mogą się przemieszczać turyści. Latem – sprawa banalna. Zimą – zabawa polega na trafieniu w kładkę pod półmetrową śnieżną pokrywą 🙂 Przypomina to trochę chodzenie po niewidzialnej linie. I dobrze się trzymać podobnej techniki i stawiać stopę za stopą.

No gdzieś tu musi być ta kładka…

Las, bagno, las, bagno… I tak na zmianę.

Bardzo pozytywnie należy ocenić zaplecze turystyczne. W wyznaczonych miejscach, oznaczonych na mapie i tablicach informacyjnych, znajdują się pola, gdzie można rozbić namiot, toalety typu sławojka, często też wiata i zadaszone miejsce ogniskowe z wygodnymi rusztami, na których bez problemu można ugotować obiad lub coś ugrillować. Zarząd parku pomyślał nawet o suchym drewnie i ujęciu wody – wszystko do dyspozycji turystów, nie obarczone opłatami. Ponadto w Kurjenpesa, przy miejscu campingowym jest także mini-muzeum, gdzie można dowiedzieć się nieco więcej o ptakach gniazdujących na tutejszych bagnach. Finlandia spisała się w tym temacie na medal – jeśli inne parki narodowe wyglądają tak samo, zachęciło mnie to do dalszej eksploracji tego kraju!

Prawie jak w domu!

Zaplecze kuchenne

Przenośne igloo

Na zakończenie, garść uwag i wrażeń z zimowania pod namiotem. Tuż przed naszym wyjazdem hulały w Internecie wiadomości o rekordowych mrozach. Gdzie? Oczywiście, w Finlandii, naszej destynacji. No i oczywiście, panika rozsiana. Że zamarzniecie, że nie dacie rady, że to nie pogoda pod namiot.

Że nie damy rady?!

Warto w takich przypadkach monitorować prognozę regionalną. Leżące na południowym wybrzeżu Turku to nie Laponia – tak więc finalnie w tej części kraju, podczas naszego pobytu temperatura oscylowała wokół zaledwie kilku stopni na minusie. W namiocie zaś – ani razu nie spadła poniżej zera (pojawił się jednak problem z wilgocią, która osadzała się od naszych oddechów, mimo wentylacji; i człowiek stał przed dylematem, czy uchylać ten przedsionek i wpuszczać zimno, czy rano ścierać krople ze ścian sypialni). Padający śnieg osadzający się na tropiku może też dociążać i wykrzywiać pałąki, o czym też przekonałyśmy się po dwóch dniach koczowania.

Generalnie jednak Turku i Park Narodowy Kurjenrahka wydają się dobrym początkiem testowania zimowej Finlandii.

Poza tym – mimo surowego skandynawskiego i okolicznego (bo jak dowiedziałam się ostatnio na trasie Przasnysz-Mława, wedle jednej z oficjalnych definicji wikipedii Finlandia wcale nie jest częścią Skandynawii; nie dowierzam i jestem trochę zdegustowana) wychowania, nie było zbyt wielu amatorów spania pod namiotem w śniegu. Kurjenrahka to przede wszystkim raj dla okolicznych narciarzy biegówkowych. Przewijali się turyści wszelkiej maści, lubujący się w spędzaniu czasu na świeżym powietrzu – pojedynczo, w parach, z rodzinami, z psami. Mimo to, nie można uznać frekwencji na szlaku za tłum, szczególnie na szlakach dalej od jeziora. To sprawia, że można się poczuć jak Narnii.

Jest coś w tych fińskich lasach magicznego. I choć czasu coraz mniej, a projektów do realizacji coraz więcej, jakiś naiwny głos w głowie obiecuje, że kiedyś wróci.

Do zobaczenia, Finlandio!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o