25 marca na Białorusi wypada Dzień Woli, czyli Dzień Wolności, który upamiętnia powstanie pierwszego, białoruskiego państwa – konkretnie chodzi tu o Białoruską Republikę Ludową. Nie pod kuratelą Rosjan lub Polaków, ale pod własnym, niezależnym przywództwem. Nie przetrwało długo, lecz stało się symbolem, pierwszym krokiem ku wymarzonej wolności. Gdzie na tej drodze są Białorusini dzisiaj?

Za niezależną Białoruś

Przedwczoraj

Dzień Woli nie jest wpisany do kalendarza. Nie jest dniem wolnym od pracy, nie ma oficjalnych uroczystości państwowych. Dlatego wielokrotnie jego obchody opozycja organizowała w weekend, aby jak najwięcej osób mogło przyjść na marsz, który zwykle przekształcał się w patriotyczną manifestację. Dzień Woli nie jest zgodny z obecną narracją władz, w myśl której białoruska państwowość została podarowana przez Sowietów w 1919 r. Biało-czerwono-biała flaga i Pogoń, symbole BRL są niemiło widziane przez władze. I o ile herb został ostatnio uznany za legalny znak historyczny, o tyle paradowanie po ulicach ze starą flagą zwykle kończy się interwencją policji. Każdorazowa manifestacja z okazji Dnia Woli oznaczała awantury na ulicach, prowokacje, pobicia, kordony milicji, ucieczki i aresztowania.

Wczoraj

W 2018 r. przypadało równe sto lat BRL. Władze, patrząc niespokojnym okiem na wydarzenia na Ukrainie, lawirują ostatnio między rosyjskim Wielkim Bratem a Unią Europejską, która co jakiś czas pogrozi palcem z daleka. Pozwolono więc opozycji na zorganizowanie oficjalnych, hucznych obchodów na mińskim stadionie.

– Były incydenty, ale uroczystość generalnie przebiegła spokojnie – mówią liderzy opozycji.

Białoruska tożsamość zaczęła się budzić, choć budziła się wolniej, niż chciała tego opozycja. Podaje się, że w obchodach stulecia BRL wzięło udział ponad 50 tysięcy osób, choć realnie było ich…

– …jakieś 12-15 tysięcy – przyznaje młody działacz jednej z partii organizującej kolejne obchody.

Dzisiaj

– Mieliście święto rok temu, na stadionie, starczy wam – powiedział w tym roku Aleksander Łukaszenka w odpowiedzi na petycję o zorganizowanie kolejnej rocznicy. Oficjalnym powodem odmowy miały być przygotowania do letnich igrzysk lekkoatletycznych, które w tym roku odbędą się w Mińsku. Główne obchody zorganizowano w Grodnie, które dla odmiany, rok temu, takiej zgody nie dostało. Stolica jednak nie mogła przemilczeć 101 rocznicy. Liderzy opozycji szukali dla siebie miejsca w innych ważnych punktach miasta. Wszędzie im odmówiono. Wreszcie świąteczny koncert ulokowano na Skwerze Kijowskim, gdzie – jak podaje portal Belsat – nie trzeba mieć zgody, ale wystarczy jedynie zgłoszenie i opisanie planowanego wydarzenia.

Przez wyjazdem, rozwinęłam na łóżku mapę Mińska. Mój wzrok wędrował po kolejnych ulicach, placach i dzielnicach, stopniowo oddalając się od centrum. Nigdzie nie mogłam zlokalizować Skweru Kijowskiego! Google też nie od razu poradziło sobie ze wskazaniem odpowiedniego miejsca. Dopiero po dłuższych poszukiwaniach udało mi się zaznaczyć na mapie maleńką plamę zielonej trawy. Na miejscu zobaczyłam oddalony od centrum niewielki plac między parkiem na małym kinem. Przypadkowy turysta w życiu by tu nie trafił.

Obchody zorganizowano 24 marca, w niedzielę, aby ułatwić dotarcie pracującym. Na Skwer Kijowski przybyło około 300 osób – mimo że w niektórych źródłach liczby były zawyżane nawet do tysiąca. Dookoła – patrole milicji pilnujące porządku.

Nad placem powiewały biało-czerwono-białe flagi ozdobione różnymi symbolami – to barwy opozycyjnych partii politycznych, które niemal w stu procentach nawiązują w swoich znakach do tych historycznych, związanych z BRL. Klasyczne flagi, bez ozdobników oraz symbol Pogoni przynieśli zwykli ludzie – uczestnicy obchodów. Dziś, za bramkami terenu imprezy, były legalne. Organizatorzy musieli wcześniej zgłosić, jakie symbole będą używane na imprezie.

Biało-czerwono-białe flagi i Pogoń były widoczne wszędzie!

Białorusko-ukraińskie braterstwo

Obok namiotowego miasteczka partii – stanowiska z jedzeniem, patriotycznymi gadżetami oraz literaturą, w której duży nacisk kładzie się na dziedzictwo po Wielkim Księstwie Litewskim, którego lwią część stanowiła dzisiejsza Białoruś. Wszystko po białorusku, wszystko mające na celu pobudzić w ludziach patriotycznego ducha.

W drugim końcu placu ustawiono niewielką, nadmuchiwaną scenę. Żeby zorganizować całą imprezę, przeprowadzono zbiórki w Internecie oraz na samych obchodach. Zebrano kilka tysięcy rubli, które pomogły pokryć koszty przygotowania koncertu. Nie można było pozbyć się wrażenia, że jest to radosna prowizorka: scena nie była duża, co pewien czas dmuchawa, która miała ją pompować, miała awarię, wskutek czego płachta dachu, niedostatecznie wypełniona powietrzem, opadała miękko na głowy artystów i polityków występujących na scenie, co jednak nikomu nie przeszkadzało. Muzycy podtrzymywali ją własnymi głowami nie przerywając występu, a kiedy na scenę wkroczyli młodzi działacze i z mocą wykrzykiwali swoje postulaty, wszyscy solidarnie trzymali ją rękami. Co chwila płachta szybowała w górę, znów wypełniając się powietrzem, co publiczność za każdym razem przyjmowała niegasnącym aplauzem i radością. Pod koniec koncertu, gdy na scenie pojawiła się legenda białoruskiego rocka, Lavon Wolski z zespołem NRM, nastąpiła awaria prądu i padły mikrofony. Piosenkarz wesoło żartował z fanami, lecz niestety głosu mu nie wystarczyło – wyręczyła go więc publiczność, która sama odśpiewała następną planowaną piosenkę. Chwilę później scena i dźwięk znów “zmartwychwstały” i radosna impreza ruszyła dalej.

Nic to!

Koncerty porwały publiczność

Wystąpiło wielu znanych, młodych muzyków, z których wszyscy śpiewali po białorusku: Daj dorohu, Vodar czy Rozbite serce pacana. Między kolejnymi koncertami występowali politycy i aktywiści. Za każdym razem ze sceny padały mocne słowa:

– Walczmy o realne uznanie białoruskiej mowy! Wysyłajcie dzieci do białoruskojęzycznych szkół i przedszkoli, wybierajcie takie uczelnie i koledże!

– Nie ma wolności bez wolnej ekonomii! Dość zarządzania z Kremla!

– Pokażmy, że nie jesteśmy Rosją! Chcemy uczciwej zapłaty, emerytur, chcemy pracować na siebie!

– Walczmy o usunięcie korupcji! Wolne sądy i wolne wybory!

– Apelujcie do swoich liderów: potrzebujemy jedności!

Ostatni zarzut był skierowany do opozycji, która mimo wspólnego wroga, nadal jest podzielona.

Każda z wypowiedzi zaczynała i kończyła się gromkim skandowaniem “Żywie Bielarus!”, które tłum natychmiast podłapywał i podawał dalej. To było hasło dnia.

Wreszcie na scenę weszli przedstawiciele młodego pokolenia. Po kolei przekazywali sobie mikrofon.

– Współpracownicy władzy, milicjanci! – wołała młoda dziewczyna wymachując flagą – Dlaczego zabraniacie używać symboli narodowych? Hańba wam! Hań-ba! Hań-ba! Hań-baaaa! – tłum natychmiast podłapał tekst i zaczął skandować “Hańba!” tak samo gorliwie, jak wcześniej krzyczał “Żywie Bielarus!”

– Nie chcemy żyć w takim kraju! Będziemy walczyć o wolność i sprawiedliwość! – młody chłopak tak się zacietrzewił, że nie przeszkodził mu nawet opadający sufit dmuchanej sceny. Przytrzymywał go ręką i dalej krzyczał o wolności, co stojąca obok mnie staruszka skomentowała:

– Mołodziec! Zuch!

Na scenie pojawił się także Dmitrij Daszkiewicz, który przypomniał wszystkim zgromadzonym o sprawie cmentarza w Kuropatach. Sprawa ta porównywana jest z Katyniem – pochowano tam ofiary represji stalinowskich, w tym, jak przypomniał działacz, twórców niepodległej BRL. Niestety, władze nie zgadzają się na oficjalną ekshumację, a Rosja milczy w tym temacie nie uznając swojej winy. Daszkiewicz w ostrych słowach domagał się prawdy i cytował fragment Biblii, w którym krew zabitego przez Kaina Abla wołała z ziemi o sprawiedliwość. “Teraz ta krew w Kuropatach krzyczy do nas!” – mówił. Zapytał także tłum, kto z nich był na cmentarzu. Podniosło się jednak niewiele rąk. Daszkiewicz posmutniał i powiedział “Obejrzyjcie się zobaczcie, ilu was jest. To nasz wstyd! Nie możemy zapomnieć o Kuropatach!”. Nie szczędził aluzji politycznych i krytyki prorosyjskiej polityki.

Przypomnienie o Kuropatach

Paweł Siewiaryniec natomiast przypominał o więźniach politycznych, którzy wciąż są w areszcie za swoje poglądy. Opozycja nie przebierała w słowach, jawnie krytykując reżim Łukaszenki.

A sami ludzie? Całej imprezie towarzyszył radosny nastrój. Co druga-trzecia osoba miała na sobie biało-czerwono-białe barwy, wszyscy skandowali hasła padające ze sceny, oklaskiwali artystów i mówców. Przybyli, aby zamanifestować, kim są i kim chcieliby być. W tłumie wyróżniała się starsza pani, która chodziła obwieszona kartonami – z przodu i z tyłu. Na nich napisy “Swobodu narodu” oraz krzyżówka, w której nachodziły na siebie napisy “Białoruś” oraz “Represje”, “Kraty”, “Mandaty” i inne, opisujące realia białoruskiej swobody.

– To moja zbroja – powiedziała, gdy ją zagadnęłam – Ta z przodu to jeden mandat, ta z tyłu następny. Ciągle mi niszczą kartony, ale to nic, ja zrobię nowe.

– Pozwolili to pani wnieść? – pytam zdziwiona.

– Oczywiście, że nie. Ale miałam dobrze zapakowane i posklejane, dopiero tutaj założyłam.

Inni ludzie stoją przed sceną z kartonem “Białoruś stała się krajem nie dla życia, ale do przeżycia. SOS”. Ze sceny odczytano oficjalny , formalny komunikat narzucony przez władze, w myśl którego zabrania się nosić napisów agresywnych i nawołujących do wojny. Pojedyncze kartony znikają, demonstracyjnie zwijane. Starsza pani w kartonowej zbroi i biało-czerwono-białą flagą w ręku dalej dumnie spaceruje przed patrolującymi teren milicjantami.

Kobieta w kartonowej zbroi

Białoruskie SOS

Tłum bawił się do osiemnastej. Potem, po oficjalnym, niezakłóconym zakończeniu, odśpiewaniu nieoficjalnego hymnu i podaniu sobie gigantycznej flagi BRL, wszyscy spokojnie opuścili Skwer Kijowski.

Wielka flaga powędrowała w tłum – piękne, symboliczne zakończenie

Dnia następnego

Dmitrij Daszkiewicz, obrońca Kuropat, został zatrzymany krótko po zejściu ze sceny. Sąd skazał go na grzywnę w wysokości ok. 2 tysięcy złotych. Sam działacz powiedział dziennikarzom, że chciał podziękować funkcjonariuszom, którzy go zatrzymali, bo dzięki temu jego apel o obronę cmentarza będzie miał szerszy zasięg.

Zatrzymano jeszcze kilkunastu innych działaczy partii opozycyjnych. Między innymi tych, którzy chcieli złożyć kwiaty pod budynkiem, w którym 101 lat temu przyjęto uchwałę o ustanowieniu BRL. Niektórych aresztowanych wypuszczono od razu, innych zabrano na przesłuchanie.

W poniedziałek, 25 marca, gdy według kalendarza wypadało święto BRL, kilku muzyków z Lavonem Wolskim na czele postanowiło zorganizować spontaniczny koncert uliczny w centrum Mińska. Zostali zatrzymani jeszcze podczas podłączania gitar. Widzom kazano się rozejść ogłaszając, że jest to nielegalne zgromadzenie.

W całym kraju zatrzymano dziesiątki osób, które wybierały się na miński koncert (m.in. poetę Sławomira Adamowicza) lub próbowały zorganizować obchody w swoich miejscowościach.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o