W lutym 2018 r. wyruszyłam w pojedynkę autostopem przez Białoruś – od granicznego Brześcia, przez Nowogródek i Świteź, po Mińsk, Słuck i Połock. Nocując u spotkanych ludzi oraz za pośrednictwem couchsurfingu próbowałam pytać o to, jak się żyje w kraju za miedzą – bliskim i dalekim jednocześnie. Rozmawiałam o tym, jakie dowcipy opowiada się po cichu, wędrowałam po zamarzniętej Świtezi, byłam tam, gdzie dorastał Mickiewicz, patrzyłam, jak dziś produkuje się pasy słuckie, poznałam fanów teorii spiskowych – tych od wielkiej historii i tych od żarówek – pracowników muzealnych, wędkarzy, polityków, alkoholików, stolarzy, nauczycieli, uczniów, pracowników drogowych, restauratorów – i rozmawialiśmy o tym, jak to jest z tą Białorusią.

Na Białoruś wracałam jeszcze wielokrotnie: między innymi po to, aby obserwować opozycyjne święto niepodległości, wędrować po Mińsku, a także po to, aby ruszyć na pogranicze zony i sprawdzić, jak wygląda Czarnobyl od strony białoruskiej. 

świteźplac zwycięstwa

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o